Nadal wszystko jest niepoukładane na swoich miejscach. Z resztą, większość rzeczy nie ma jeszcze swojego miejsca. W dodatku robimy mały remont sypialni, a że mieszkanie jest maciupkie, to dosłownie śpimy na gratach.
Szekspir całe to zamieszanie znosi dzielnie (jak na Szekspira). W trakcie wynoszenia rzeczy z tamtego mieszkania tylko sie rozglądał i dziwił. Po przyjeździe tutaj schował się do kanapy i nawet jeść nie wychodził. Spał z nami pod kołderką, bo z kołderki ktoś mógłby go przecież porwać. Na każdy odgłos z zewnątrz reagował paniką. Dziś spał już w swoim łóżeczku i nie trzyma się tak blisko nas. Apetyt ma olbrzymi od wczoraj.
Sąsiadów mamy bardzo sympatycznych, może dlatego, że sami też jesteśmy mili. Kłaniamy się na klatce, przedstawiamy się i zagadujemy. Taki budynek to jak takie małe osiedle. Wszyscy są dobrze poinformowani. Wczoraj spotkałam w windzie pana, który mieszka sześć pięter wyżej ode mnie, jak się okazało. Ja pana nie znałam, ale on mnie i owszem
Wiedział kiedy się wprowadziłam, gdzie i z kim. Wszystko to jednak w bardzo sympatycznym opakowaniu, bez wścibstwa nadmiernego
PS. Wczoraj na jednym z forów gazetowych był wątek: czy wasze koty reagują na swoje imiona? Ja miałam koty od dziecińswa i zawsze reagowały. Szekspir od małego nauczył się swojego imienia. A Wasze koty? A królik?
Nową pracę mam zacząć w poniedziałek. Pojawiają się jednak inne oferty i pewnie wybiore tę najbardziej mi odpowiadającą finansowo.
Będe tęsknić za uczeniem. Nie raz narzekałam na moich studentów, że leniuchy, że podelce, że brakuje im podstaw kultury. I kiedy tak narzekałam, to była prawda, ale to były zjawiska marginalne. Większośc moich studentów to były albo Azjatki, albo Murzynki. Azjatki były bardzo wymagające, sympatczne i miłe, do tego nieśmiałe. Murzynki były sympatyczne, hałaśliwe i łatwo się zniechęcały. Czyż nie tak tworzy się stereotypy? Ale tak właśnie było w tym przypadku. Ileż razy ja się nasłuchałam, że powinnam znaleźć sobie czarnego chłopaka. Czasem było to zabawne, a czasem złośliwe.
Będę tęsknić za wszystkimi aspektami pracy ze studentami. Z niektórmi się zaprzyjaźniłam tak mocno, że ciężko uwierzyć jak to się zaczęło. Niektórzy piszą do mnie, albo dzwonią cały czas. W szkole językowej przestałam pracować dwa i pół roku temu i nadal dostaje maile czy smsy od moich studentów.
Teraz czas na nowe cele i przygody, czy ciekawsze okaże się niebawem. Zawsze z resztą do uczenia będę mogła wrócić i kiedyś to pewnie zrobię.
Pożegnałam się z moją pracą w zeszłm tygodniu i teraz szukam nowej. Mimo, że widziałam o tym z góry to i tak był to emocjonalny dzień. Obiecałam sobie, że nie uda im się wycisnąć ze mnie ani jednej łezki, nie znoszę sie wzruszać. Wycisnęli nie tylko ze mnie, ale i z siebie. Nie dość, że kwiatki to jeszcze oczywiście porad nie było końca. Zżyłam się z nimi i nawet jak nie przepadałam za tym miejscem to i tak się przyzwyczaiłam.
Ponoć nie ma nic gorszego od przzwyczajenia, ponoć ono zabija pasję i uniemożliwia rozwój. Ponoć, na razie nie wiem. Jestem bezrobona, może mi sie odwidzi jeszcze.
Miałam takie ambitne plany aktywnego spędzania długiego weekendu… Pojechaliśmy do Delaware Water Gap na kamping. Chciałam się powspinać, zaplanowałam spływ kajakowy i nic. Byliśmy tak zmęczeni cały czas, że właściwie całymi dniami paliliśmy ognisko, jedliśmy kiełbaski i ewentualnie trochę popływaliśmy. Wykończyliśmy tequilę, a piwa to nam zabrakło. Mogłabym tak jeszcze przez kilka dni, ale niestaty czas wracać do pracy.
Lubię się gapić w ogień.