Marzenkowo

Kwiecień 28, 2010

Przeprowadzka

Filed under: Uncategorized — evita_duarte @ 12:19 am

Przenoszę się na nowe miejsce. Sama nie wiem skąd mi się o wzięło i nie wiem też czy nowe miejsce mi się spodoba. Chyba po prostu potzrebuje jakiejś zmiany. Nie za dużo jeszcze wiem o blogspot, bo tam właśnie się przenoszę. Mam nadzieję, że wszystkim sie spodoba.

MARZENKOWO jest teraz tu.

Reklamy

Kwiecień 18, 2010

Nie było dobranocki

Filed under: Polska, Uncategorized — evita_duarte @ 10:04 pm

Jestem już zwyczajnie po prostu zmęczona tym całym gadaniem o żałobie, śmierci i tragediach. A ja nawet nie mam pojęcia co się tam, w Polsce naprawdę dzieje. Ponoć w telewizji nie leci nic innego. Chłopcy wczoraj mi się pożalili, że nie było dobranocki i to jest przerażające. Jest mi strasznie przykro z powodu tych wszystkich osób, z wieloma z nich nie było mi po drodze, z niektórymi wręcz przeciwnie, ale nie o to przecież chodzi. To jest jakaś narodowa paranoja, to wystawianie na piedestał tych, którzy wyróżnili sie tylko tym, że zginęli tragicznie. Ja rozumiem płacz i żałobę, ale trzeba zachować jakąś ostoję normalności. Kto chce przeżywać żałobe nie potrzebuje do tego programów telewizjnych, artykułów w prasie i całej tej atmosfery. Przecież to można się nabawić ogólnonarodowej depresji. Dwulatki, czerolatki, czy ośmiolatki nie będą płakać- one chcą zobaczyć dobranockę. Łapy precz od dobranocek!

Kwiecień 11, 2010

04.10.10

Filed under: Uncategorized — evita_duarte @ 11:35 am

W piękny sobotni poranek wyszłam z domu bez czytania News. W metrze usłyszałam jakąś szczątkową rozmowę dwóch Polek. Anders, Sikorski, Kaczyński, Katyń- nawet się nie przysłuchiwałam aż dobiegły mnie słowa „tragedia, wypadek”. Myślałam, że coś źle usłyszałam, albo paniom coś się pomyliło, ale J. zaraz zadzwonił i powiedział mi co się stało. Chyba nadal do końca do mnie nie dotarło. Na początku nie chciałam nawet o tym wspominać na blogu, bo nie powiem w zasadzie nic, co nie zostałoby już wypowiedziane. Ale teraz myślę, że musze to jakoś odnotować.

Grudzień 15, 2009

Rocznica

Filed under: Uncategorized — evita_duarte @ 12:43 pm

Minął kolejny rok. Już tych lat 15. Mam dwa razy tyle lat co wtedy. Zrobiłam cały wpis, ale J. zabrał mi laptopa. Może to i lepiej. Pamiętam.

Od Św. Mikołaja:

:*

Grudzień 10, 2009

Historia pewnej znajomości

Filed under: emigracja, feelings, Opowiadanie, Prywata, Taka Ameryka, Uncategorized, wspominki — evita_duarte @ 12:29 am

Jak przyjechałam do Stanów to byłam samotna jak pies. Nie miałam nikogo, nawet J. jakby nie było, bo kłóciliśmy sie kilkanaście razy dziennie o pierdyliard spraw ważnych i o drobnostki. Miałam telefon, ale nie było do kogo dzwonić- nikogo nie znałam.  Wtedy zaczęłam doceniać każdą znajomość. Przestałam zwracać uwagę na różnice, a zaczęłam pielęgnować podobieństwa. Prawie z każdego miejsca gdzie postawiłam nogę wyniosłam też kogoś w moim sercu. Zbierałam ludzi jak kamyczki do szalonej kolekcji. Byłam zupełnie niewybredna. Wyrobiłam w sobie odruch nie patrzenia na to co mi się nie podobało, a na siłę szukania rzeczy dobrych. Żałosne to było trochę- czasem przymykałam oko na zbyt wiele. Dzięki temu moja kolekcja jest dziś niemała i naprawdę ciekawa. Moi znajomi i przyjaciele są różni, a łaczy ich jedno- mam do nich wiele serca.

Sara pracowała w szkole jednocześnie będąc jej studentką jak ją poznałam. Później dostała ofertę i została. Zaprzyjaźniłyśmy się szybko, chociaż różniło nas chyba wszystko. Ona- matka dwójki dzieci, muzułmanka, makijażu zero, tradycjonalistka w spojrzeniu na wszystko co związane z rodziną, rolą kobiety i mężczyzny etc. Ja w porównaniu do niej jestem silna i wyzwolona, nie żeby Sara była kiedykolwiek słaba. Przyjemnie było mi patrzeć jak ona się zmienia, zmieniając świat wokół siebie. (Sara kilka lat później jest zupełnie inna osobą i twierdzi, że to moja wina, czy też zasługa).Spędzałyśmy razem mnóstwo czasu, pomagałam jej wielokrotnie jak była w kolejnej ciąży, jak urodziła dziecko byłam w szpitalu tego samego dnia. Wykosztowałam się też na prezent dla malucha.

Pracowałayśmy razem. Ona była ulubienicą naszej bezpośredniej szefowej. Wszystko było OK dopóki nie wywalczyłam sobie podwyżki. Tam wszystko trzeba było sobie wywalczać, naprawdę. Wtedy ona zaczęła się na mnie dąsać zła na cały świat, a najbardziej chyba na siebie- nasza bezpośrednia szefowa nie miała wpływu na podwyżki czy awanse, bo inaczej Sara zarabiałaby więcaj niz każdy. Ale w końcu i ona dostała podwyżkę i wszystko wróciło do normy. Ja zapomniałam o fochu koleżanki, z reszta nawet przeprosiła i to pięknie. Nadal spędzałyśmy razem mnóstwo czasu. W pewnym momencie ktoś zaczął kopać pode mną dołki. Ktoś komuś coś nagadał i byłam w niełasce. Szefowa obcięła mi godziny tłumacząc się, że w sumie to aż tylu studentów to nie ma. Przygnieciona do muru powiedziała mi, że ktoś jej powiedział, że ja powiedziałam, że cośtam. Bzdury to były okropne, ale nie miałam nawet jak się bronić. Żaliłam się Sarze, że szefowa odmawia mi możliwości konfrontacji z tym kimś, kto mnie tak pogrąża. W pewnym momencie dałam za wygraną.  Po jakimś czasie dowiedziałam sie, że osobą ktora kopała pode mną dołki była właśnie ona- moja przyjaciółka. Miałam fakty wyłożone jak na dłoni. Bolało jak cholera, ale nie powiedziałam jej, że wiem. Wiedziałam, że w pracy pozostać muszę do końca kontraktu, a to tylko kilka miesięcy. Chciałam, żeby ten czas był znośny. Odsunęłam się od niej jednak, bo udawć nie potrafię, nie aż tak. Zaczęły pojawiac sie kłótnie o małe rzeczy, nie chciałam nawet z nią gadać. Nie mogłam patrzeć na nią wiedząc, co zrobiła. Może powinnam była jej powiedzieć, czekać na wytłumaczenie, może nie wyparłaby sie wszystkiego. Straciłam dla niej serce. Kiedy odeszłam z pracy rozmawiałyśmy kilka razy przez telefon, spotkałyśmy się w szerszym gronie chyba raz.

Dziś zadzwoniła do mnie z problemem. Chciała, żebym jej pomogła w jednej  ważnej rzeczy. Powiedziała, że tylko ja dla niej to mogę zrobić, że tylko na mnie może liczyć. Płakała tak bardzo, że ledwo rozumiałam co mówi. Jednocześnie prowadziła samochód. Myślala, że jak za dawnych czasów pobiegnę na ratunek. Pobiegłam. Jest we mnie jednak dużo złości z tego powodu. Nie mogłam jej odmówic, nie w sytuacji, w której ona się znajduje, nie jeśli chcę na siebie spokojnie patrzeć w lustrze. Ale to nie jst fair, to nie jest ok.

Sierpień 1, 2009

Wakacje

Filed under: Uncategorized — evita_duarte @ 11:02 pm

Jadę na wakacje. Niezaplanowane. Ponoc takie najlepsze. Na razie nie powiem gdzie, sami zobaczycie. jak mnie nie będzie, bo nie będę miała netu, albo czasu ani ochoty, relacje zdawa będzie Cit Cit, vel Złota.

Czerwiec 22, 2009

Elki wybór

Filed under: Uncategorized — evita_duarte @ 1:58 pm

Elkę poznałam kilka lat temu. Była moją studentką, ale się polubiłyśmy i jesteśmy teraz koleżankami. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że zawsze chętnie wysłucham, doradzę, pomogę. Elka ma ten sam problem od lat i ciągle na niego narzeka. Rozwiąznie tego problemu nie jest łatwe, ale nie można w końcu pół życia tkwić w bagnie. Co z tego, jak ona nic z tym nie chce zrobić. Mówi, że chce ale nie może i ja nie wiem jak to jest. To prawda, nie wiem. Za to wiem, że jestem osobą konkretną na tyle, że jak mam problem, to próbuję go rozwiązać. Dla Elki każde rozwiązanie jest złe, zbyt trudne. Dla mnie to oznaka słabości. Jak się nie da węzła rozwiązać, to trzeba go przeciąć. Trudne i bolesne, ale jakże skuteczne.
Dziś Elka zadzwoniła do mnie i gadała dwadzieścia minut o tym samym co słyszałam już setki razy. Nie chcę już tego więcej słuchać. Mam już dość, ja wiem, że ona ma ciężko, ale jak z tym nic nie zrobisz to nie narzekaj przynajmniej. Twój wybór, jakby coś z tym postanowiła zrobić to jej pomogę, a tak niech da mi spokój.

Marzec 16, 2009

ech

Filed under: Uncategorized — evita_duarte @ 7:13 pm

Nie piszę długo, ale to dlatego, że w zasadzie nie mam nic dobrego do powiedzenia. Macie kiedyś tak, że słów brak, bo nie można wyrazić słowami tego jak jest. Jakiś taki brak nadzieji, brak chęci do czegokolwiek, taklie życie bez zycia.

Styczeń 8, 2009

A tytułu nie bedzie bo nie

Filed under: Uncategorized — evita_duarte @ 11:47 pm

A i tak sie ocenzurowałam. Taki blog to psychoterapeuta, ma pomagać jak wszyscy zawodzą. Czytacie go na własną odpowiedzialność, możecie znaleźć rzeczy, które się nie spodobają, ale to mój prywatny blog. Tak, ma byc stronniczy, ma być moim punktem widzenia. W cholere mam to ochotę skasowac.

Listopad 12, 2008

Czarująca Jesień

To miał być week of change i takim pewnie był dla Ameryki, ale dla mnie niestety okazał się tygodniem absurdu. Czuję się jakbym była bohaterką Procesu Kafki- część 2. Nie zamierzam jednak narzekać, zamiast tego, coś optymistycznego: Kaskada kolorów z Botanic Garden

BotGArnov08025.jpg picture by evita_duarte

BotGArnov08027.jpg picture by evita_duarte

BotGArnov08044.jpg picture by evita_duarte

BotGArnov08056.jpg picture by evita_duarte

BotGArnov08164.jpg picture by evita_duarte

Older Posts »

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.