Marzenkowo

Styczeń 31, 2010

U Figurki- wspomnienie z dzieciństwa

Filed under: Fotografia, wspominki, Zdjecia — evita_duarte @ 8:52 pm

Czasem przed zaśnięciem myślę sobie o czasach mojego dzieciństwa, przypominam sobie wydarzenia i ludzi. Najczęściej miejsca. Widzę ulicę, gdzie się wychowałam (wychowałam się na ulicy 🙂 Wczoraj przypomniało mi się jedno miejsce z sąsiedztwa. Na ulicy, gdzie mieszkał mój dziadek było osobne podworko z figurką Matki Boskiej. Rosły tam kwiaty i olbrzymie wspaniałe wierzby płaczące. Przynajmniej ja je tak pamiętam. https://i2.wp.com/www.goraswanny.yoyo.pl/d_goraswanny_grota_lurdzka_5.jpg Były tam ławki do siedzenia, jak w parku. Podwórko bylo zawsze zacienione i zawsze pachniało wilgocią, nawet w najgorętsze lato. Lubiły tam chodzić dzieciaki z całej okolicy. Miejsce było prawdopodobnie z założenia przeznaczone do modlitwy, ale nigdy nie widziałam tam nikogo modlącego się. Widziałam tam za to zabawy w chowanego, podchody, czy nawet wojnę. Nie przyponiam sobie żeby kiedykolwiek coś zosało tam zniszczone, czy zdeptane. A rosło tam naprawdę dużo kwiatów. Ech, dzieciństwa mi się zachciewa.

Zdjęciapochodzą stąd:

http://www.raciaz.eu/jesien.htm

http://www.goraswanny.yoyo.pl/goraswanny.htm

Reklamy

Grudzień 10, 2009

Historia pewnej znajomości

Filed under: emigracja, feelings, Opowiadanie, Prywata, Taka Ameryka, Uncategorized, wspominki — evita_duarte @ 12:29 am

Jak przyjechałam do Stanów to byłam samotna jak pies. Nie miałam nikogo, nawet J. jakby nie było, bo kłóciliśmy sie kilkanaście razy dziennie o pierdyliard spraw ważnych i o drobnostki. Miałam telefon, ale nie było do kogo dzwonić- nikogo nie znałam.  Wtedy zaczęłam doceniać każdą znajomość. Przestałam zwracać uwagę na różnice, a zaczęłam pielęgnować podobieństwa. Prawie z każdego miejsca gdzie postawiłam nogę wyniosłam też kogoś w moim sercu. Zbierałam ludzi jak kamyczki do szalonej kolekcji. Byłam zupełnie niewybredna. Wyrobiłam w sobie odruch nie patrzenia na to co mi się nie podobało, a na siłę szukania rzeczy dobrych. Żałosne to było trochę- czasem przymykałam oko na zbyt wiele. Dzięki temu moja kolekcja jest dziś niemała i naprawdę ciekawa. Moi znajomi i przyjaciele są różni, a łaczy ich jedno- mam do nich wiele serca.

Sara pracowała w szkole jednocześnie będąc jej studentką jak ją poznałam. Później dostała ofertę i została. Zaprzyjaźniłyśmy się szybko, chociaż różniło nas chyba wszystko. Ona- matka dwójki dzieci, muzułmanka, makijażu zero, tradycjonalistka w spojrzeniu na wszystko co związane z rodziną, rolą kobiety i mężczyzny etc. Ja w porównaniu do niej jestem silna i wyzwolona, nie żeby Sara była kiedykolwiek słaba. Przyjemnie było mi patrzeć jak ona się zmienia, zmieniając świat wokół siebie. (Sara kilka lat później jest zupełnie inna osobą i twierdzi, że to moja wina, czy też zasługa).Spędzałyśmy razem mnóstwo czasu, pomagałam jej wielokrotnie jak była w kolejnej ciąży, jak urodziła dziecko byłam w szpitalu tego samego dnia. Wykosztowałam się też na prezent dla malucha.

Pracowałayśmy razem. Ona była ulubienicą naszej bezpośredniej szefowej. Wszystko było OK dopóki nie wywalczyłam sobie podwyżki. Tam wszystko trzeba było sobie wywalczać, naprawdę. Wtedy ona zaczęła się na mnie dąsać zła na cały świat, a najbardziej chyba na siebie- nasza bezpośrednia szefowa nie miała wpływu na podwyżki czy awanse, bo inaczej Sara zarabiałaby więcaj niz każdy. Ale w końcu i ona dostała podwyżkę i wszystko wróciło do normy. Ja zapomniałam o fochu koleżanki, z reszta nawet przeprosiła i to pięknie. Nadal spędzałyśmy razem mnóstwo czasu. W pewnym momencie ktoś zaczął kopać pode mną dołki. Ktoś komuś coś nagadał i byłam w niełasce. Szefowa obcięła mi godziny tłumacząc się, że w sumie to aż tylu studentów to nie ma. Przygnieciona do muru powiedziała mi, że ktoś jej powiedział, że ja powiedziałam, że cośtam. Bzdury to były okropne, ale nie miałam nawet jak się bronić. Żaliłam się Sarze, że szefowa odmawia mi możliwości konfrontacji z tym kimś, kto mnie tak pogrąża. W pewnym momencie dałam za wygraną.  Po jakimś czasie dowiedziałam sie, że osobą ktora kopała pode mną dołki była właśnie ona- moja przyjaciółka. Miałam fakty wyłożone jak na dłoni. Bolało jak cholera, ale nie powiedziałam jej, że wiem. Wiedziałam, że w pracy pozostać muszę do końca kontraktu, a to tylko kilka miesięcy. Chciałam, żeby ten czas był znośny. Odsunęłam się od niej jednak, bo udawć nie potrafię, nie aż tak. Zaczęły pojawiac sie kłótnie o małe rzeczy, nie chciałam nawet z nią gadać. Nie mogłam patrzeć na nią wiedząc, co zrobiła. Może powinnam była jej powiedzieć, czekać na wytłumaczenie, może nie wyparłaby sie wszystkiego. Straciłam dla niej serce. Kiedy odeszłam z pracy rozmawiałyśmy kilka razy przez telefon, spotkałyśmy się w szerszym gronie chyba raz.

Dziś zadzwoniła do mnie z problemem. Chciała, żebym jej pomogła w jednej  ważnej rzeczy. Powiedziała, że tylko ja dla niej to mogę zrobić, że tylko na mnie może liczyć. Płakała tak bardzo, że ledwo rozumiałam co mówi. Jednocześnie prowadziła samochód. Myślala, że jak za dawnych czasów pobiegnę na ratunek. Pobiegłam. Jest we mnie jednak dużo złości z tego powodu. Nie mogłam jej odmówic, nie w sytuacji, w której ona się znajduje, nie jeśli chcę na siebie spokojnie patrzeć w lustrze. Ale to nie jst fair, to nie jest ok.

Październik 20, 2009

Koniec starego, początek nowego

Filed under: emigracja, Studenckie historie, Taka Ameryka, wspominki — evita_duarte @ 10:01 am

Nową pracę mam zacząć w poniedziałek. Pojawiają się jednak inne oferty i pewnie wybiore tę najbardziej mi odpowiadającą finansowo.

Będe tęsknić za uczeniem. Nie raz narzekałam na moich studentów, że leniuchy, że podelce, że brakuje im podstaw kultury. I kiedy tak narzekałam, to była prawda, ale to były zjawiska marginalne. Większośc moich studentów to były albo Azjatki, albo Murzynki. Azjatki były bardzo wymagające, sympatczne i miłe, do tego nieśmiałe. Murzynki były sympatyczne, hałaśliwe i łatwo się zniechęcały. Czyż nie tak tworzy się stereotypy? Ale tak właśnie było w tym przypadku. Ileż razy ja się nasłuchałam, że powinnam znaleźć sobie czarnego chłopaka. Czasem było to zabawne, a czasem złośliwe.

Będę tęsknić za wszystkimi aspektami pracy ze studentami. Z niektórmi się zaprzyjaźniłam tak mocno, że ciężko uwierzyć jak to się zaczęło. Niektórzy piszą do mnie, albo dzwonią cały czas. W szkole językowej przestałam pracować dwa i pół roku temu i nadal dostaje maile czy smsy od moich studentów.

Teraz czas na nowe cele i przygody, czy ciekawsze okaże się niebawem. Zawsze z resztą do uczenia będę mogła wrócić i kiedyś to pewnie zrobię.

Wrzesień 16, 2009

(Nie)pokonany Patrick Swayze

Filed under: Co w duszy gra, emigracja, Komentarze, mydlo powidlo, Taka Ameryka, wspominki — Tagi: , — evita_duarte @ 8:12 pm

Dirty Dancing stał się w Polsce popularny w moich podstawówkowych czasach. Ludzie  pożyczali go sobie na pirackich kasetach video, niejednokrotnie w koszmarnej jakości. Ci, którzy nie mieli odtwarzaczy video oglądali film u znajomych. Było to kilka lat po roku 1987, kiedy to film wyszedł w USA, tam też osiągając olbrzymią popularność. Och jak ja się kochałam w Patricku Swayze! Każda z nas się w nim kochała.

To dla niego, z jego powodu spędzałyśmy całe godziny z moja koleżanką ucząc się choreografii z Dirty Dancing. To z jego powodu zapisałam się pierwszy raz do zespołu tańca latynoamerykańskiego. Mogłabym tak przetańczyc całe życie. Czar Patricka Swayze zawsze robił na mnie olbrzymie wrażenie i robi do teraz. To spojrzenie, którm obdarowywał swoje filmowe partnerki nigdy nie wyblakło. Zawsze miałam wrażenie, że to na mnie patrzył z małego ekranu. Nawet udzielając jednego z ostatnich wywiadów w styczniu tego roku był pełen życia i uroku, mimo, że umierający.

I to pewnie dlatego jedyną rzeczą, kóra mi tak w J. przeszkadza to to, że ma dwie lewe nogi i wcale nie chce ego zmieniać, a mnie tańca tak brakuje…

Sierpień 23, 2009

Czerwono mi- Red Rock Canyon cz. 1 i pewnie nie ostatnia

Filed under: emigracja, Fotografia, Galeria, Na wlasne oczy, Podroze, Taka Ameryka, wspominki, Zdjecia — evita_duarte @ 9:55 pm

Jedną z najbardziej zaskakujących rzeczy naszej wycieczki było to, że Las Vegas jest tak pięknie położone. Wiedziałam, że jest w samym środku pustyni, ale nie sądziłam, że to będzie TAAKAAA pustynia. Góry, doliny, kaniony. Przyroda przepiękna. Do tego pogoda wspaniała. Oczywiście było gorąco- ponad 33 stopnie Celsjusza. Taka temperatyura jest nie do zniesienia w Nowym Jorku z powodu wilgotności. Nie w Nevadzie. Tam przy takiej pogodzie można normalnie oddychać. Można się nawet wspinać! Pamiętać trzeba, żeby brać ze sobą bardzo dużo wody. Uważac też należy na skorpiony, tarantule, węże i inne jadowite stworzonka, z których najbardziej niebezpieczną jest czarna wdowa. Bez obawy. Po pierwsze chowaja się one w chłodniejszych miejscach, np. pod kamieniami. Po drugie ich ukąszenie jest śmiertelne wyłacznie dla osób uczulonych- nie wstrzykują wystrarczającej ilości jadu, żeby zabić człowieka. Nie zabierałabym tam kota na pewno 🙂

Dziś pokażę Wam część Red Rock Canyon- naprawdę ciężko mi wybrać najlepsze zdjęcia, więc podzielę to na kilka części. Pierwsza- Calico Hills.

RedRock019.jpg picture by evita_duarte

Miałam wrażenie, że to są po prostu zwykłe kamyki porozwalane po ziemi i pewnie tak by to wygladało i na zdjęciach gdyby nie te małe punkciki na niektórych z nich- to ludzie. Te kamyki sa po prostu wielkie 🙂

RedRock037.jpg picture by evita_duarte

RedRock039.jpg picture by evita_duarte

Redrock084.jpg picture by evita_duarte

Redrock089.jpg picture by evita_duarte

Redrock095.jpg picture by evita_duarte

Redrock116.jpg picture by evita_duarte

Redrock123.jpg picture by evita_duarte

Redrock134.jpg picture by evita_duarte

Redrock157.jpg picture by evita_duarte

Dlaczego skały tam są czerwone? No coż, rdzewieją 🙂 Kamień bogaty jest w rudę żelaza, która utleniając się daje nam piękny widok- czerwienie, pomarańcze, róże.

Redrock215.jpg picture by evita_duarte

Redrock224.jpg picture by evita_duarte

PS. Wjazd do parku kosztuje dla porównania 5$ za samochód. Pewnie byłoby drożej gdyby park był na terenie rezerwatu…

Lipiec 24, 2009

Cienie przeszłości, czyli strachy na lachy

Filed under: Blogowanie, Dziecko, mydlo powidlo, Na wlasne oczy, Opowiadanie, Polska, Prywata, wspominki — evita_duarte @ 4:32 pm

Jako mała dziewczynka bałam się pająków, zwłaszcza tych wielkich i kosmatych. Wydawało mi się, że tylko czyhają w zaułkach, żeby mnie pogryźć. Kiedyś wchodziłam po schodach z piwnicy i w okienku siedział ogromny, kosmaty i groźny pająk. Do dziś pamiętam, jak wpatrywał się we mnie i jeśli tylko dałabym kroka on by podbiegł, oplótł mnie tą obrzydliwa pajęczyną i ugryzł, a może nawet pożarł. Wszystkiego można się spodziewać po takich groźnych stworzeniach. Z opresji wyratowała mnie mama, którą zaalarmował mój krzyk.

Jak prawie każde dziecko bałam się ciemności. Po zgaszeniu światła na ścianie pojawiały sie zawsze znienacka cienie potworów. Niekiedy te cienie się poruszały, jak na przykład przejeżdżał samochód. Ja spałam właśnie przy ścianie, na którą te cienie padały. Kiedyś zbudziłam się w nocy i nie miałam odwagi się poruszyć. Tej noc potwory wydawały mi sie wyjątkowo straszne. Bałam się tak bardzo, że nie mogłam oderwać od nich wzroku. Nie miałam też odwagi spojrzeć za siebie, bo na pewno zaatakowałyby mnie gdybym odważyła się spojrzec im w oczy. Znów z opresji wybawiła mnie mama.

Wczoraj w nocy znów zobaczyłam „potwora” w takim cieniu. Daję słowo, ktoś- coś poruszało się w moim oknie! Sporo starsza i odrobinę mądrzejsza odwróciłam sie natychmiast. Okazało się, że to klimatyzator wiał na firankę, co i rusz nią poruszając.

PS) Nie wiem kiedy przestałam bać się pająków, ale w pewnym momencie byłam domowym ratownikiem tych stworzeń. To ja wynosiłam je z domu, bo przeciwna byłam ich zabijaniu.

Lipiec 1, 2009

Poczatki

Filed under: emigracja, Opowiadanie, Podroze, Taka Ameryka, wspominki — evita_duarte @ 10:53 am

Wysiedlismy z samolotu, ale jeszcze musielismy przejsc odprawe. Pytanie od urzednika, odciski, Newark czekalo otworem. Co dalej, w ktora strone, Grand Central, a pozniej Greyhound. Pierwszy raz. W autobusie dlugie godziny, zmeczenie pomieszane z podekscytowaniem. I malutka stacja w New London, pusta, nieprzyjazna. Niedzialajacy telefon, a moze tylko nie umielismy go uzyc 🙂 On w jedna strone, ja w druga. Za mna Polacy: Hej, czy ty jestes Polka? Potrzebujesz moze noclegu?” Piec lat temu. Nie wiem czy swietowac, czy palic swieczki.

Czerwiec 30, 2009

Key West, moje letnie wakacje zimą

Filed under: emigracja, Fotografia, Galeria, Na wlasne oczy, Podroze, Taka Ameryka, wspominki — evita_duarte @ 11:18 am

U mnie tylko zaproszenie, a raport z wakacji tu.

Czerwiec 26, 2009

Pani przedszkolanka

Filed under: Co w duszy gra, Dziecko, mydlo powidlo, Prywata, wspominki — evita_duarte @ 12:08 pm

Każdy z nas pamięta swoją przedszkolankę. Niektórzy z rozrzewnieniem, inni z obojętnością, niewielu pewnie z żalem i złością. Moja nauczycielka w zerówce była młodą dziewczyną pełną zapału i chęci pracy. Do tej pory pamiętam skąd wiem, że śnieg wcale nie jest czysty mimo, że biały, albo dlaczego liście zmieniają kolor jesienią. Nie zapomnę dnia kiedy robiliśmy ludki z kasztanów. To wszystko wydaje mi się teraz bardzo nierelane, tak samo nierealna wydaje mi się pani Dorotka.
Odnalazłam ją na nk i jakże się zdziwiłam, że jest taka sama jaką ją zapamiętałam. Ma teraz rodzinę i mnie pamięta. Pamięta moją rodzinę, spotyka czasem moją mamę. Nie rozpoznałaby mnie pewnie na ulicy, ale ja bym się nie pomyliła. Jak dobrze, że moja przedszkolanka nie była jędzą.

Wrzesień 12, 2008

Od serca

Filed under: Co w duszy gra, feelings, Komentarze, Prywata, Uncategorized, wspominki — Tagi: , — evita_duarte @ 6:21 pm

Nie odkryję Hamerki mówiąc, że sprawy damsko- męskie skomplikowane są i zakręcone jak muszla ślimaka. Nie ma letko, że się tak wyrażę. Nie ma letko zwlaszcza na początku związku, ale wierzcie mi, że po kilku latach, na ten przykład po siedmiu, wcale nie jest to spacerem po polanie z kwiatami. No chyba, że akurat spaceruje się po polanie z kwiatami. Ciężkie momenty zdarzaja się cały czas.

Kiedyś zapytałam koleżanki o jej brata i jego dziewczynę, ktorzy po wielu burzach wrócili do siebie. Życzę im jak najlepiej, stąd moje pytanie. Ona tym czasem powiedziała mi, że oni to w ogóle dziwny związek mają, ciągle się kłócą i w ogóle. Moja koleżanka była wtedy ze swoim chłopakiem w fazie bardzo początkowej, kiedy to codziennie jest majówka, a druga osoba choćby bekała i puszczała baki to pachnieć będzie fiołkami. Ja jej wtedy odpowiedziałam zanim zdążylam ugryźć się w ten za długi ozór: Myślisz, że wy się nie będziecie kłócić? Będziecie i to tak, że będą leciały trociny.

Najpierw spojrzeli na mnie obydwoje, jakbym własnymi rękoma chciala im zabić ten pieknie rozkwitający związek. Potem jednak dogadaliśmy się. Z resztą tym różnią się przyjaciele od calej reszty świata, że zawsze wierzycie wzajemnie w swoje dobre intencje. I słusznie z resztą bo w olbrzmiej większości przypadków koleżanka (czy tam kolega, jak kto woli czy posiada) chce jak najlepiej, więc warto wysłuchać co ma do powiedzenia nawet jeśli trudno jest czasem przełknąć tę niewygodna w tym momencie prawdę. Ale zapędziłam się, bo nie o tym miało być.

Ja ze swoim osobistym prywatnym mamy okresy, kiedy kłócimy się o wszystko. O to jak na mnie spojrzał, o to, że wyżarłam ostatnie czekoladki (do którego to faktu zdaje się już przyzwyczaił i nie liczy, że na przyklad piwo czy czekolada przetrwają ze mną w pobliżu, więc bezpieczniej przede mną schować; wstyd mi, ale to silniejszode mnie), o to, że gary nie pomyte, że burdel w mieszkaniu (to on się czepia), że kocia kuweta nie sprzątnięta (to ja) i co ja mam w ogóle tylko go karmić i niech zdycha z głodu łachudra (wiecie, że kocham Szekspira i nie dałabym mu zdechnąć z głodu) a w ogóle to twoja wina, że tak miauczy i nie daje spokoju.

Jak ktoś poznałby nas właśnie w takim czasie to pewnie powiedziałby, że jesteśmy najgorszą parą na świecie i nie rokuje nam za długiego pożycia. Pewnie dla równowagi mamy też okresy, kiedy nie przeszkadza nam nic w sobie nawzajem. Po jednym dniu spędzonym osobno tęsknimy do siebie i nie możemy doczekać się powrotu do domu. Jak juz się zobaczymy to spijamy sobie nektar z dzióbków i takie tam. Na szczęście przez większość czasu jesteśmy jednak zupełnie normalni, tzn. normalni w naszym mniemaniu, a co inni myślą to ich sprawa.

Wytłumaczyłam to własnie mojej koleżance i jej osobistemu prywatnemu wtedy i jeszcze kilka razy jak dzwoniła do mnie później twierdząc, że to chyba nie to, że to gówniarz bo… (to podała mi jakis bardzo błachy powód, które to zazwyczaj są powodem kłótni, bo ważniejsze rzeczy są powodem rozstań nie kłótni). Czy z ta wiedzą sama jestem trochę mądrzejsza i unikam błędów? NIE!! Nadal kłócę się o pierdoły czasem nawet myślac, że to już olaboga koniec świata. Tak to już chyba jest, że łatwo dawać rady, trudniej się do nich zastosować.

Older Posts »

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.