Marzenkowo

Styczeń 7, 2010

Samochód- krowa, kierowca- ja

Filed under: emigracja, Na wlasne oczy, Taka Ameryka — Tagi: , — evita_duarte @ 11:32 am

Prawo jazdy mam od dawna. Kierowcą jednak jestem niedzielnym. Jak już muszę to prowadzę, ale wolę byc wożona. Od mojego ostatniego wypadku unikałam roli kierowcy jak ognia, bo po co mi to. Wyjechałam wtedy ze znaku stop, wprost pod koła innego samochodu. Nigdy już nie będę wozić pijanego towarzystwa po imprezie, taksówki brać moi drodzy. Darło mi się toto i rozkojarzało mnie przeokrunie (towarzystwo oczywiście).

Teraz mamy samochód-krowę. Łatwo się nią nie jeździ, ale mój twierdzi, że w razie wypadku jesteśmy bezpieczniejsi niż w jakimś bączku. Ja to sobie myślę, że on mnie przekonał do zakupu krowy myśląc, że będę się bała prowadzić i on będzie miał samochód sam dla siebie. Rację miał- nie wyrywam się za kierownicę, jeśli nie muszę. Co innego jeśli mam gdzieś telepotać się metrem dwie godziny. Niedoczekanie.

Ostatnio jeżdżę do pracy krową. Och, musielibyście słyszeć zatroskane pytania znajomych- a jak J. wtedy dojeżdża? Jakoś o mnie nikt się nie martwił jak spędzałam w metrze długie godziny.

Jadę więc krową i powiem wam, że nie wszyscy mnie wymijają i nie zawsze mam cierpliwość do jazdy najwolniejszym pasem. Odświeżam też sobie zasób słów uważanych za obelżywe. Zdarza mi się wymyślić jakies nowe słowo od czasu do czasu. Bo jak nazwiecie kierowcę, który jedzie pasem obok w dużej odległości, a jak ja puszczam kierunkowskaz, coby na jego pas zjechać to nagle przyspiesza, żebym tylko nie jechała przed nim? Nowe nazewnictwo jest tu potrzebne, słowo daję. Nie znoszę też brawury i głupoty- zazwyczaj tym wykazują się mężczyźni. Im lepszy samochód, tym bardziej pewni siebie. Jeszcze mi kobieta nie wjechała na mój pas spychając mnie na srodek drogi, dodam, że bez kierunkowskazu. Z resztą kierunkowskazy są dla mięczaków, prawdziwi twardziele śmierci się nie boją.

PS. Wczoraj krowie oberwałam lusterko prawe (ucho?). Na razie czeka mnie jazda metrem, brrr.

Styczeń 5, 2010

Żyję

Filed under: Co w duszy gra, emigracja, feelings, Taka Ameryka — evita_duarte @ 12:46 pm

Przechodzę przez turbulencje w mojej podroży i zastanawiam się, czy drastycznie nie zmienić kierunku, ale żyję. Cieszę się, że zaglądacie do mnie nawet jak nie ma mnie długimi tygodniami.

Święta minęły spokojnie. Nagotowałam się tak, że do tej pory nie wszystko zjedzone. Wyjazd sylwestrowy do Vermont nie za bardzo się udał. Po pierwsze nie odczułam, że Sylwester był Sylwestrem, więc postanowiłam, że tego roku liczyć nie będę. Po drugie za zimno było żeby zjeżdżać, a po trzecie nie umiem jeżdzić na nartach. Chciałam sobie poćwiczyć, ale było tak zimno, że zniosłam tego tylko dwie godziny. Wywaliłam się tylko raz, ale od razu mi rękawice przemokły i wtedy już zamarzałam.

W 2010 życzę Wam spokoju i tego, żeby był taki jaki chcecie. Sobie życzę natchnienia do podjęcia właściwej decyzji i obrania właściwego kierunku.

Grudzień 15, 2009

Rocznica

Filed under: Uncategorized — evita_duarte @ 12:43 pm

Minął kolejny rok. Już tych lat 15. Mam dwa razy tyle lat co wtedy. Zrobiłam cały wpis, ale J. zabrał mi laptopa. Może to i lepiej. Pamiętam.

Od Św. Mikołaja:

:*

Twój pieniądz, twój wybór

Filed under: Feminizm, Z Forum — evita_duarte @ 1:12 am

Przy okazji niedawnej dyskusji forumowej na temat parytetów i priorytetów przypomniała mi się pewna rozmowa, a raczej opinia wyrażona przez znajomą. Otóż skrytykowała ona ludzi, kórzy pomagają zwierzętom i zajmuja się ekologią, podczas kiedy tyle ludzi na całym świecie cierpi z powodu głodu, AIDS etc. Chodziło konkretnie o wydawanie pieniędzy na takie pierdoły jak schroniska, kiedy można wysłać czek dla dzieci w Darfurze na ten przykład.

Teoretycznie zgadzamy się z tym, że każdy ma prawo wydawać pieniądze na co tylko chce. Może sobie wpłacać na konto, czy fundusz emerytalny, może też przebimbać beztrosko każda wypłatę. Nigdy nie słyszałam, żeby kumpel do kumpla powiedział- Stary, jak możesz wydawać tyle kasy na piwsko, przecież lepiej byś zrobił wpłacając ją na konto dzieci z białaczką. Albo: Kaśka przesadziłaś z tą maskarą, te $20 można było wpłacić….

Pod górkę robi się kiedy zaczynamy wydawać pieniądzenie na kogoś innego, nie daj bogini pomagamy komuś. Wtedy zawsze znajdzie się ktoś chętny do krytyki. Bo przecież jest tyle ważniejszych celów niż stypendia dzieci imigrantów, czy głodne kundelki.

Grudzień 10, 2009

Historia pewnej znajomości

Filed under: emigracja, feelings, Opowiadanie, Prywata, Taka Ameryka, Uncategorized, wspominki — evita_duarte @ 12:29 am

Jak przyjechałam do Stanów to byłam samotna jak pies. Nie miałam nikogo, nawet J. jakby nie było, bo kłóciliśmy sie kilkanaście razy dziennie o pierdyliard spraw ważnych i o drobnostki. Miałam telefon, ale nie było do kogo dzwonić- nikogo nie znałam.  Wtedy zaczęłam doceniać każdą znajomość. Przestałam zwracać uwagę na różnice, a zaczęłam pielęgnować podobieństwa. Prawie z każdego miejsca gdzie postawiłam nogę wyniosłam też kogoś w moim sercu. Zbierałam ludzi jak kamyczki do szalonej kolekcji. Byłam zupełnie niewybredna. Wyrobiłam w sobie odruch nie patrzenia na to co mi się nie podobało, a na siłę szukania rzeczy dobrych. Żałosne to było trochę- czasem przymykałam oko na zbyt wiele. Dzięki temu moja kolekcja jest dziś niemała i naprawdę ciekawa. Moi znajomi i przyjaciele są różni, a łaczy ich jedno- mam do nich wiele serca.

Sara pracowała w szkole jednocześnie będąc jej studentką jak ją poznałam. Później dostała ofertę i została. Zaprzyjaźniłyśmy się szybko, chociaż różniło nas chyba wszystko. Ona- matka dwójki dzieci, muzułmanka, makijażu zero, tradycjonalistka w spojrzeniu na wszystko co związane z rodziną, rolą kobiety i mężczyzny etc. Ja w porównaniu do niej jestem silna i wyzwolona, nie żeby Sara była kiedykolwiek słaba. Przyjemnie było mi patrzeć jak ona się zmienia, zmieniając świat wokół siebie. (Sara kilka lat później jest zupełnie inna osobą i twierdzi, że to moja wina, czy też zasługa).Spędzałyśmy razem mnóstwo czasu, pomagałam jej wielokrotnie jak była w kolejnej ciąży, jak urodziła dziecko byłam w szpitalu tego samego dnia. Wykosztowałam się też na prezent dla malucha.

Pracowałayśmy razem. Ona była ulubienicą naszej bezpośredniej szefowej. Wszystko było OK dopóki nie wywalczyłam sobie podwyżki. Tam wszystko trzeba było sobie wywalczać, naprawdę. Wtedy ona zaczęła się na mnie dąsać zła na cały świat, a najbardziej chyba na siebie- nasza bezpośrednia szefowa nie miała wpływu na podwyżki czy awanse, bo inaczej Sara zarabiałaby więcaj niz każdy. Ale w końcu i ona dostała podwyżkę i wszystko wróciło do normy. Ja zapomniałam o fochu koleżanki, z reszta nawet przeprosiła i to pięknie. Nadal spędzałyśmy razem mnóstwo czasu. W pewnym momencie ktoś zaczął kopać pode mną dołki. Ktoś komuś coś nagadał i byłam w niełasce. Szefowa obcięła mi godziny tłumacząc się, że w sumie to aż tylu studentów to nie ma. Przygnieciona do muru powiedziała mi, że ktoś jej powiedział, że ja powiedziałam, że cośtam. Bzdury to były okropne, ale nie miałam nawet jak się bronić. Żaliłam się Sarze, że szefowa odmawia mi możliwości konfrontacji z tym kimś, kto mnie tak pogrąża. W pewnym momencie dałam za wygraną.  Po jakimś czasie dowiedziałam sie, że osobą ktora kopała pode mną dołki była właśnie ona- moja przyjaciółka. Miałam fakty wyłożone jak na dłoni. Bolało jak cholera, ale nie powiedziałam jej, że wiem. Wiedziałam, że w pracy pozostać muszę do końca kontraktu, a to tylko kilka miesięcy. Chciałam, żeby ten czas był znośny. Odsunęłam się od niej jednak, bo udawć nie potrafię, nie aż tak. Zaczęły pojawiac sie kłótnie o małe rzeczy, nie chciałam nawet z nią gadać. Nie mogłam patrzeć na nią wiedząc, co zrobiła. Może powinnam była jej powiedzieć, czekać na wytłumaczenie, może nie wyparłaby sie wszystkiego. Straciłam dla niej serce. Kiedy odeszłam z pracy rozmawiałyśmy kilka razy przez telefon, spotkałyśmy się w szerszym gronie chyba raz.

Dziś zadzwoniła do mnie z problemem. Chciała, żebym jej pomogła w jednej  ważnej rzeczy. Powiedziała, że tylko ja dla niej to mogę zrobić, że tylko na mnie może liczyć. Płakała tak bardzo, że ledwo rozumiałam co mówi. Jednocześnie prowadziła samochód. Myślala, że jak za dawnych czasów pobiegnę na ratunek. Pobiegłam. Jest we mnie jednak dużo złości z tego powodu. Nie mogłam jej odmówic, nie w sytuacji, w której ona się znajduje, nie jeśli chcę na siebie spokojnie patrzeć w lustrze. Ale to nie jst fair, to nie jest ok.

Listopad 26, 2009

Za co jestem wdzięczna- wpis okolicznościowy z okazji Thanksgiving

Filed under: emigracja, mydlo powidlo, Taka Ameryka — evita_duarte @ 12:30 am

Krótko i zwięźle, niekoniecznie w kolejności. Jestem wdzięczna za:

1. Mojego męża, bo kocha mnie i szanuje i wszystkie te takie z przysięgi

2. Moich przyjaciół, bo zawsze sa kiedy potrzeba. Wspieraja mnie kiedy tego potrzebuję, a potrafią się też bawić jak mało kto.

3. Za to, że jakoś przeżyłam tę trzydziestkę i nie była to wcale trzydziestka z opowiadań moich koleżanek- młoda jestem jeszcze.

4. Za to, że jestem tu gdzie jestem- w Stanach chociaż to wcale nie byl mój pomysł, żeby wyjechac.

5 Za to, że marzenia sie spełniają, a właściwie może za to, że mam poczucie, że sama moge je sobie spełniać, przynajmniej częściowo.

6. Za wiele, wiele rzeczy, które teraz nie przychodzą mi do głowy, ale jak sobie przypomne to dopiszę.

PS. pamietacie ten egzamin, o którym pisałam, że prawdopodobnie oblałam z kretesem? Myliłam się- zdałam i to na 94%. A tak się nasłuchałam o ludziach podchodzących do niego po 5 razy.

Listopad 25, 2009

Podział ról

Filed under: Koty, mydlo powidlo, Prywata, Szekspir — evita_duarte @ 5:07 pm

Jestem cierpliwa zazwyczaj, staram się przynajmniej, ale jak się wkurze to mi się ulewa.  Gotuję dla niego, sprzątam po nim. Specjalnie jeżdżę, żeby mu kupic coś specjalnego.

A on? On mnie @#$%&* zaszczyca swoim towarzystwem, albo i nie. Nie gada ze mną, ale nie daj bogini nie zrobię mu jedzenia. Wtedy drze się jak głupi, daję słowo- sąsiedzi go słyszą. Czy on mi gotuje? Nie! On to nawet kłaczka z podłogi nie podniesie. Dobrze, że dupy nie muszę mu podcierać . Taki sobie ubzdurał podział ról- ja mu nadskakuję, on ma fochy. Potrafi kilka dni z rzędu być nie w sosie a później jakby nigdy nic przyłazi sobie do mojego łóżka.

Taki jest- mój kot, a myśleliście, że kto?.

Listopad 24, 2009

Wspomnienie lata

Filed under: emigracja, Fotografia, Galeria, Podroze, Zdjecia — evita_duarte @ 7:50 pm

VivaLasVegas230.jpg Wspomnienie lata picture by evita_duarte

Listopad 5, 2009

Ciasne ale własne

Filed under: emigracja, Koty, mydlo powidlo, Prywata, Szekspir, Taka Ameryka — Tagi: , , , — evita_duarte @ 11:22 am

Nadal wszystko jest niepoukładane na swoich miejscach. Z resztą, większość rzeczy nie ma jeszcze swojego miejsca. W dodatku robimy mały remont sypialni, a że mieszkanie jest maciupkie, to dosłownie śpimy na gratach.

Szekspir całe to zamieszanie znosi dzielnie (jak na Szekspira). W trakcie wynoszenia rzeczy z tamtego mieszkania tylko sie rozglądał i dziwił. Po przyjeździe tutaj schował się do kanapy i nawet jeść nie wychodził. Spał z nami pod kołderką, bo z kołderki ktoś mógłby go przecież porwać. Na każdy odgłos z zewnątrz reagował paniką. Dziś spał już w swoim łóżeczku i nie trzyma się tak blisko nas. Apetyt ma olbrzymi od wczoraj.

Sąsiadów mamy bardzo sympatycznych, może dlatego, że sami też jesteśmy mili. Kłaniamy się na klatce, przedstawiamy się i zagadujemy. Taki budynek to jak takie małe osiedle. Wszyscy są dobrze poinformowani. Wczoraj spotkałam w windzie pana, który mieszka sześć pięter wyżej ode mnie, jak się okazało. Ja pana nie znałam, ale on mnie i owszem 🙂 Wiedział kiedy się wprowadziłam, gdzie i z kim. Wszystko to jednak w bardzo sympatycznym opakowaniu, bez wścibstwa nadmiernego 🙂

PS. Wczoraj na jednym z forów gazetowych był wątek: czy wasze koty reagują na swoje imiona? Ja miałam koty od dziecińswa i zawsze  reagowały. Szekspir od małego nauczył się swojego imienia. A Wasze koty? A królik?

Listopad 2, 2009

Taki sobie wpis

Filed under: emigracja, Fotografia, Galeria, Taka Ameryka, Zdjecia — Tagi: — evita_duarte @ 1:00 am

Przeprowadzka to ciężka praca. Myślałam, że jajo zniosę. Teraz zostało rozpakowywanie, zmiana adresu we wszystkich urzędach, kartach kredytowych ec. Inernet mam sporadcznie. Telewizji nie mam i raczej nie będę, bo nikt nie oglądał, a płacić trzeba było. Nie wiem jak często będę bywać.

Impreza z okazji halloween się udała 🙂

14564_1269930234857_1427900738_787980_5875987_n

 

 

« Newer PostsOlder Posts »

Blog na WordPress.com.