Marzenkowo

Marzec 25, 2010

52 książki- wyzwanie

Filed under: Akcja, Znalezione w sieci — Tagi: , — evita_duarte @ 12:17 pm

Akcja- wyzwanie polega na tym, żeby przeczytać- bagatelka- 52 książki w roku. Pomysłodawca ustanowił swój rekord w 2009 i zachęca do czytania TUTAJ. Jak to zrobić? Ano, wydaje się dosyć proste- co tydzień należy przeczytać jedną książkę- około 40 stron dziennie. Wydaje się wykonalne, prawda?

Mój osobisty rekord to 35 książek przecztanych w ciągu roku szkolnego, jeszcze w podstawówce. Nigdy później nie miałam już tyle czasu i aż tak swobodnego dostępu do książek jak wtedy (pełniłam dyżury w bibliotece). Teraz czytam dużo wolniej, bo po angielsku i czytam kilkanaście książek rocznie. Nie ma mowy, żebym przeczytała jedną książkę co tydzień, zwłaszcza, że lubię się nad książką zastanowić, posiedzieć nad stroną, czy rozdziałem. Niektóre zawierają naprawdę ciekawe myśli, głębokie czy nie, takie smakowite cytaty lubię sobie pozapisywać i porozmyślać o nich.

To wszystko powiedziawszy, nadal bardzo mi się to wyzwanie podoba i imponuje mi ktoś, ko temu podoła. NA POLSKIEJ STRONIE można sobie stworzyć własna wirtualna półkę i podglądać półki innych. Chociaż do wyzwania nie przystępuję, to lubię sobie popodglądac co inni czytają. Miłego czytania.

Reklamy

Wrzesień 21, 2009

Dekoratorskie Inspiracje

Filed under: emigracja, mydlo powidlo, Na wlasne oczy, Znalezione w sieci — evita_duarte @ 7:18 pm

Z gustem jest zawsze taki problem, że każdy ma inny, a w dodatku lubi się zmieniać. Moda przychodzi i odchodzi i upodobania się znieniają. Przedmioty, które kupiłąm kiedys teraz mi się już mogą nie podobać. Nie ma problemu jeśli znudzi się para butów czy spodnie. Gorzej byłoby gdybym meble chciała zmieniać co pół roku.  Na szczęście meble mam proste i tak łatwo z mody nie wyjdą. Uważam, że meble powinny być właśnie takie: proste, praktyczne i o regularnych kształtach. Powinno się mieć latami i nie zawracać sobie głowy nowymi zbyt często.  Postanowiłam zatem na razie nowych mebli nie kupować, no może jednak łóżko.

Ponieważ jednak przeprowadzka się zbliża, to zaczęłam szukać inspiracji dekoracyjnych. Wystrój wnętrz jest indywidualną sprawą i chyba trzeba mieć jakiś smak, wyczucie, czy co tam jeszcze, żeby urządzić sobie przytulne gniazdko. Przeglądałam te zdjęcia i nic mi się nie podoba. Lubię proste, jasne wnętrza, ale te które widziałam były albo za proste albo za pstrokate. Albo za dużo dekoracji, albo zupełnie ich brak. Chcę mieć ładne udekorowane mieszkanie ale w Nowym Jorku mieszkania są niewielkie. Nasza brooklyńska klateczka będzie co prawda większa od obecnej, ale nadal to klateczka, a nie rezydencja.

A może Wy macie jakieś sugestie, przydatne strony, zdjęcia?

PS. Lecę bo kolejny sezon Housa właśnie się zaczął.

Sierpień 27, 2009

Złodziejstwo pospolite, czyli plagiat

Dwie studentki z Torunia stracą tytuł magistra i będą musiały zapłacić kary pieniężne. Okazało sie, że obydwie ich prace magisterskie nie były samodzielne. Wielka ich część to po prostu kolaż różnych innych prac. Studentki przyłapał recenzent prac i zgłosił to rektorowi.

Historia jak wiele innych niestety, ale tłumaczenie tych kobiet jest conajmniej dziwne. Otóż twierdzą one, że plagiat popełniły nieumyślnie. Czy one naprawdę tak powiedziały, czy to dziennikarz się pomylił? Zaraz, jak można ukraść część czyjejś pracy i zrobić to nieświadomie? To przecież nie jest tak, że ktoś im w markecie podrzucił perfumy do plecaka…. Czy ktoś im wkleił na złość wyrywki prac innych ludzi? Niechcący skopiowały im się całe wyrywki książek. I wiecie czyja to wina? Oczywiście, że promotora!* Jakie to słodkie obwiniać kogoś innego za swoją bezdenną głupotę. Wszyscy naokoło sa winni tylko nie one! Widać, że mamy do czynienia z ofiarami. Jakim cudem takie osoby w ogóle znalazły się na oststnim roku studiów magisterskich jest dla mnie zagadką. O, chyba wiem, ściągały- zagadka rozwiązana.

PS. To, że promotor nie zauważył ponoć tak oczywistego plagiatu też mnie zastanawia. Naprawdę nie zauważył, czy nie czytał? Nic jednak nie zwalnia studentek z odpowiedzialności za ich własne prace magisterskie.

Czerwiec 1, 2009

Szambo

Filed under: Komentarze, Polska, Znalezione w sieci — evita_duarte @ 10:55 pm

Rzecz medialno- blogowa. Piszę sobie pod psaeudonimem, chociaż wiecie jak mam na imię, to tu jestem Evita. Niektórzy znają moje inne dane łacznie z adresem, czy rozmiarem bielizny.  Ale tylko ci, którzy maja znać. Bardziej zainteresowani czy spostrzegawczy od innych wiedzą więcej, większości zupełnie wystarcza, to co im daję. I jest fajnie, kryję się pod moim pseudonimem i chociaż nie zasłaniam sioę tak bardzo jak inni blogerzy, czy blogerki to dobrze mi z tym, że nie wszyscy mnie identyfikuja z realną osobą.

Ale miało być o Katarynie, czy raczej o odpowiedzialności za słowo pisane w necie. Czy blogerzy powinni ponosić odpowiedzialność za to co piszą, aż do granicy ich ujawnienia z imienia, nazwiska i numeru buta? W końcu jak mają czelność krytykować kogoś puiblicznie wymieniając jego dane, to powinni też mieć czelność podać swoje, czy tak? Otórz nie do końca. Chociaz nie identyfikuję się z kataryna i z jej opiniami minie zawsze po drodze, to uważam, że to co zrobił dziennik, to zwykłe szambo. A to co powiedziała na ten temat Wielka i Dostojna Rada Moralności (czy jak jej tam) to kolejny ściek. Ale co ja się znam.

Czy nie od tego mamy te blogi, żeby wydawać na nich sądy. Czy nie od tego blogi są, żeby były stronnicze? I co, jednemu dziennikarzynie z drugim żal dupę ściska, że taka Pani Jsieniepodpisze pisze lepsze teksty od nich? Lepszą robotę odwala?

Ja tam nie wiem ile w tym wszystkim jest prawdy i czy Kataryna sama nie chciała być ujwaniona, a to teraz tylko ładny pretekst. I szum się piękny zrobił. Wiem jedno, jakby mnie ktoś wyguglał tak łatwo jak panią K. to tez bym się wpieniła.

Maj 4, 2009

Wolność sumienia?

Filed under: Co w duszy gra, Dziecko, Komentarze, Polska, Przeczytane, Znalezione w sieci — evita_duarte @ 12:33 pm

Gazeta zasypuje radami dla niewierzących rodziców. Najpierw dylemat chrzcić dziecko, czy nie. Oczywiście suma sumarum wyszło, że chrzcić, a jakże. Teraz ten oto artykuł: //www.edziecko.pl/rodzice/1,79361,6554406,Gdy_dziecko_nie_idzie_do_komunii.html

Pani psycholog wypowiada sie na temat komunii i powodów, dla których dzieci niewierzacych rodziców chciałyby przystąpić do tego obrządku. Nie oszukujmy się, w olbrzymiej większości są to powody niemające nic wspólnego z wiarą- wypowiadająca się dziewczynka mówi o bialej sukience i byciu inną. Jednak jeśli zdarzy się, że dziecko chce wierzyć to trzeba mu na to pozwolić. W końcu dziecko to byt autonomiczny i ma prawo do wlasnych przekonań.

Ja sie w sumie zgadzam, bo dla mnie to oczywiste, że wiara i religia to sprawa indywidualna dla każdego niezależnie od wieku. Ale czy tak też myślą wierzący? Ileż to dzieci wolałoby nie chodzić na religię, a zmuszanych jest przez rodziców? I nie mówimy tu tylko o siedmiolatkach, ale o starszych również, aż do osiemnastego roku życia.

Księża zgadzają się, że należy pozwolic dziecku zdecydować o własnej wierze jeśli chodzi o dzieci, które do kościoła chcą chodzić, jakoś zmieniają zdanie co do dzieci, które nie chcą tam być.

Wrzesień 13, 2008

„Lecę, bo chcę” w mojej wersji, czyli kupiłam bieżnie

Amerykanie wymyślili hamburgery i chipsy, a kiedy już dostatecznie przytyli stworzyli jogging – czyli bieg po zdrowie.

Tak swój świetny tekst o bieganiu zaczyna Zlotoslanos vel Cito1, autorka ekobloga, teraz w formie ecodziennika.

Ja napiszę, że owszem, Amerykanie wymyślili chipsy i wiele, wiele innych świństw, ale nie wpychali mi tego do buzi, o nie. Jak dziewcze żarło co popadnie, do tego siedziało na zadku przez cztery ostatnie lata, to niech dziewczę ma pretensje tylko do siebie. Niektóre to maja dobrze, niech no ja zacytuje zlostos z dzisiejszego gg:

zlotos 16:02:53
leze se i nie tyje 🙂
zlotos 16:03:03
a inne musza cwiczyc 😀
zlotos 16:03:09
hehe

Małpa, nie? tak sie bezczelnie pastwić! Ale wróćmy do tematu, bo nie o tym miałam, że ona szczupła, ani że ja opasła, a o braniu się za siebie. Wyczytałam na jakiejś bardzo mądrej stronie internetowej, że jak człowiek ma przed sobą jakieś trudne zadanie to dobrze jest to oznajmić wszem i wobec. Bo jak się to oznajmi, to po pierwsze staje się faktem, że się postanawia jednak ten cel osiągnąć. Po drugie jak już się wszystkim o tym powie, to później nijak się wycofać. Błazna z siebie robić? A w życiu 🙂 A ludzie dopytują się jak idzie, dobre rady dają i naprawde potrafią podtrzymywać. No to oświadczam (nie się, ale jednak), że biorę się za siebie. Postanawiam oficjalnie, że doprowadzę w końcu moje nieposłuszne ciało do stanu zadowalającego. Będziecie mi musieli co prawda na słowo wierzyć, bo ani mi się śni foto w bikini zamieszczać. Cel zatem mam, a to już duzy sukces, bo jak mawia Citek:

 

Jednak trudno wytrwać na biegowej trasie nie mając celu.

“Ochota zna tysiąc metod, brak ochoty tysiąc przeszkód” dlatego tylko mając cel wygrywa się ze swym lenistwem. To on napędza systematyczne działanie, dążenie do celu gdyż najtrudniejsze jest wyjście na trasę – nie sam bieg.

Wybrałam bieżnię. Już nie ma wymówek, że siłownia za daleko, że zimno na dworze, albo, ze pada. Nic z tego! Bieżnia stoi tam i przypomina mi non stop o moim postanowieniu. Zajmuje przy tym mnóstwo miejsca, ale to i tak była dobra decyzja. Wyciskam z siebie siódme poty codziennie rano i wieczorem. Jestem po tym padnięta i wcale nie jakoś euforycznie zadowolona, a zwyczajnie konająca:

Natomiast już po powrocie z treningu odczuwa się euforyczną radość, którą wytwarzają endorfiny, hormony szczęścia wydzielające się podczas biegu. Uczucie to dopełnia ogromne wewnętrzne zadowolenie, że się nie poddało i pokonało w sobie lenia. Te małe sukcesiki odnoszone co jakiś czas, budują w dodatku charakter człowieka. Biegać należy jednak planowo, bo lepiej wykonać zły plan niż żaden. Wprowadza on pewne stałe zadania, które w perspektywie doprowadzają w końcu do zamierzonego celu.

Ja myśle, ze doprowadzą! A plan mój to 20 minut rano i 20 wieczorem. Najtrudniej jest przed pracą, ale jakoś idzie. Do tego zajęłam się też moją dietą, ale głównie stawiam na ruch. Trzymajcie za mnie kciuki, nawet jeśli jesteście szczupłe jak trzcinki i nigdy nie musiałyście się specjalnie wysilać. Albo może tym bardziej wtedy za mnie trzymajcie kciuki.

PS. Próbuję na nowo przyzwyczaić się do pisania z polskimi znakami, ale wciąż gdzieniegdzie mi uciekają, więc proszę o wyrozumiałość.

Sierpień 29, 2008

Democratic Convention- mniejsze zło w amerykańskiej wersji

Filed under: emigracja, Komentarze, News, Polityka, Taka Ameryka, Uncategorized, Znalezione w sieci — Tagi: , , , — evita_duarte @ 11:59 am

To był show! Miejmy nadzieje przyszły prezydent i jego żona mówili jak gwiazdy. Amerykanie lubią takie przedstawienia i i rzeczywiscie było to poruszajace. Zwlaszcza wczorajsze przemówienie Obamy w 45 rocznice przemowienia MLK. Obamów naprawde ogląda się i słucha z przyjemnością.

Mnóstwo nagłówków zdobyli rownież Clintonowie. Senator Nowego Yorku pokazała klase kolejny raz. Oczywiście jej przemówienie rozwiewa wszelkie wątpliwości- Clinton bez mrugnięcia okiem stoi lojalnie za Obamą. Chociaż uważam, ze Clinton byłaby o niebo lepszym prezydentem niż Obama to się cieszę. Przemowienie obydwojga Clintonów ( a Bill też był w swoim żywiole) może przekonac Clintonistów, aby jednak głosowali na demokrate. To poparcie ma dla partii i dla kraju fundamentalne znaczenie. Krew w żyłach zmroził mi ten filmik

O NIE !!!! To nie jest OK!!! O ile Obama nie jest Clinton, to na szczęście nie jest też McCainem. Nie, nie rozumiem dlaczego część uważa Obame za supermana, staje się on jakąś ikoną i to naprawde wielu już męczy. Mam wątpliwości, czy jest on w stanie zrealizowac obietnice, które składa, ale nie mam wątpliwości, ze jest lepszą alternatywą od McCaina. Bush wystarczająco narobił bałaganu i zniszczeń; nie chcę, żeby te osiem lat przedłużyło sie o kolejne cztery. Mimo tego, że mam wiele do zarzucenia Obamie, to bez wahania głosowałabym na niego mając alternatywę w postaci republikanina.

PS. Kilkanascie minut temu McCain oficjalnie ogłosił swojego zastepcę. Będzie nim Sarah Palin- gubernatorka z Alaski. W swoim przemówieniu jasno starała się ona przemówić do zwolenników Clinton, zwłaszcza feministek. Nie tak prędko pani Palin, nie jestesmy na tyle głupie, żeby nami tak manipulować. Nikt o zdrowym umyśle nie da się przekonać, że McCain albo jego wspópracownicy pomoże w zlikwidowaniu tego przeklętego szklanego sufitu.

Kwiecień 24, 2008

Z golymi piorami- taki styl?

Przechadzalam sie po wiosennym lesie sieci i zobaczylam ptaka zlotego, ktory siedzial na galezi.

Ptaku o zlotych piorach powiedz mi, jakie upierzenie teraz nosi sie w Twojej krainie. Jaki styl preferuja mieszkancy Zimnych Piaskow. Sportowy- zaspiewal ptak i szybko zmienil temat. Ja jednak nie dajac za wygrana dopytywalam dalej- Ptaku probowalam wyszukac zdjec, ale nie moge nic sensownego znalezc. Co sie nosi, no co- moze korale, szale- wymienialam coraz to inne czesci garderoby, ktore sama uwielbiam. Nie, nie, nie-odpowiadal ptak. Ptaku pomoz, chce kupic cos dla znajomej, a nie mam pojecia co. Czyzbyscie tam chodzili nagusiency? Z golymi piorami?

W koncu bez pomocy ptaka zlotego kupilam znajomej cos co mnie sie podoba, a mam nadzieje, ze jej spodoba sie rowniez. Bo niestety, a moze na szczescie ze stylem to jak z ta przyslowiowa dupa i prawda- kazdy ma wlasne 🙂

Kwiecień 6, 2008

Wyciagnac pieniadze z blogowania??

Nie od dzis wiadomo, ze na blogowaniu mozna costam zarobic. Zwlaszcza jesli ktos pisze regularnie i jego blog wypelnia jakas nisze.

Marzenkowo nie spelnia zadnego z tych kryteriow. Mimo tego postanowilam sprawdzic, czy moj blog jest cos wart i prosze, na jakis wyjazd by starczylo : 


My blog is worth $3,387.24.
How much is your blog worth?

A ile warte sa Wasze blogi?

Update z Poniedzalku, 7 kwietnia


My blog is worth $10,161.72.
How much is your blog worth?

Czyli tak codziennie to sie zmienia?

Styczeń 26, 2008

Krach, recesja i w ogole koniec swiata

Filed under: emigracja, Komentarze, News, Polska, Przeczytane, Znalezione w sieci — Tagi: , , — evita_duarte @ 10:48 am

Na stronie Gazety glowny artykul zatytulowany jest: Kto ukradl nasze pieniadze. Tego typu pesymistyczne tytuly kroluja juz od kilku(nastu?) dni. Indeksy ida w dol, sodoma i gomora, chociaz generalnie mozna sie bylo tego spodziewac. Prasa od dawna trabila o recesji, ceny nieruchomosci od dawna staly, a teraz zaczely sie obnizac.

Mimo tego ten caly pesymizm mnie denerwuje. Swiat przeszedl niejden taki kryzys i wiele wiele wiekszych i zawsze z dolu idzie w gore. Ludzie nadal beda zyc na tej ziemi. Nadal beda jesc, ubierac sie, chodzic do szkol, czytac i robic wszystko co robili do tej pory. Natomiast z tego, ze ceny akcji swietnych spolek poecialy na leb na szyje (patrz artykul), oznacza tylko, ze mozna je kupic po bardzo okazyjnej cenie. Jesli rzeczywiscie przedsiebiorstwa polskie prosperuja tak wspaniale to znaczy, ze predzej czy pozniej akcje pojda w gore i wtedy cieszyc beda sie ci, ktorzy kupili je na „wyprzedazy”. Nie trzeba byc zadna ekspertka, zeby to wiedziec.

Older Posts »

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.