Marzenkowo

Styczeń 14, 2010

Teczkę na ramiona czas włożyć

Filed under: emigracja, Studenckie historie, Taka Ameryka — Tagi: , , — evita_duarte @ 3:06 pm

Ludzie z Registration Office w Brooklyn College poznają mnie już po głosie, no może nie wszyscy. Uparta jestem i wiem czego chcę, nie dam się zatem zbyć byle czym i byle jak. Byłam tam w zeszłym tygodniu, ale odesłana zostałam z niczym, bo powiedziano mi, że jako nowa studentka muszę zrobić najpierw obowiązkowo jakąśtam rezerwację internetową. Jak próbowałam to zrobić o się dowiedziałam, że nie moge użyć tego systemu bo nie jestem „undergraduate” (jak to przetłumaczyć?). Od tego momentu zaczęło się moje wydzwanianie. Jedni odsyłali mnie do innych, a tamci do tych pierwszych. Próbowano mi nawet powiedzieć, że nie mogę się z domu zarejsrować tylko muszę tam przyjechać osobiście. Osobiście to ja juz tam byłam drogi panie i pan mnie odesłał z niczym. Tak pan, zapisałam sobie pańskie imię. Zajęcia zaczynam pod koniec miesiąca. Nie przewiduję więcej problemów.

PS. Jak napisałam w komentarzu do poprzedniego wpisu, straciłam pracę. Mam już coś nowego na część etatu od wtorku. Nie będę już musiała jeździć krową, bo to jest dość blisko. Zwłaszcza, że lusterko do krowy jeszcze nie dotarło.

PS. Nigdy nie jeździłabym samochodem na Manhattan. Przecież te korki i problemy z parkingiem doprowadziłyby mnie do szału.

Reklamy

Grudzień 12, 2008

Węzeł Gordyjski

Filed under: Co w duszy gra, emigracja, Taka Ameryka — Tagi: , , — evita_duarte @ 1:00 pm

Ano tak właśnie jak w tytule wszystko się pokomplikowało. Sytuacja u mnie w pracy jest nieznośna, a takich intryg to nie powstydziłby się nawet scenarzysta brazylijskich telenoweli. Ktoś komuś powiedział, że ktoś inny coś powiedział, a wina jeszcze kogoś innego. Ja się w tym wszystkim nie znajduję. Próbowałam rozwiązać supły, wyjaśnić sytuacje logicznie, ale logika nie ma zastosowania w nielogicznym świecie. Wcale się nie zdziwię, jak ktoś wyjdzie z siebie i zostanie tylko garnitur, czy dajmy na to sukienka i pończochy. Wszyscy zaczną zgodnie, acz mimowolnie śpiewać (najpewniej po rosyjsku) i wywiozą cały chór do psychiatryka. Mnie tylko aresztują, bo winna jestem na pewno  i oczekiwać będę procesu.

Gdybym tylko mogła jako ten Aleksander Macedoński zamachnąć się mieczem i ciach. Ech, rozmarzyłam się.

Grudzień 5, 2008

Cuchnący Problem

Filed under: emigracja, Taka Ameryka — Tagi: , — evita_duarte @ 12:15 pm

Myć się trzeba, bo jak się człowiek nie myje to będzie brudny i śmierdzący. I dzieci w szkole bedą się śmiac, odsuwać i palcami wytykac. Wstydem się człowiek pokryje i nikt się z brudasem przyjaźnic nie będzie.

Zatrudnił się u nas jeden człowiek, któremu nikt tego najwyraźniej w dzieciństwie nie wytłumaczył. Nikt go nie nauczył higieny osobistej i teraz już chyba za późno. Chłopak jest młody, bo na początku swoich lat dwudziestych. Ponoć ma jakąś wiedzę, ponoć jest zabawany. Coż z tego, skoro cuchnie? Śmierdzi jak niedomyty, obesrany żul. Już lepiej pachnie w publicznych ubikacjach, niż w promieniu 2 metrow od niego.

Problem jest palący, bo ludzie narzekają, ale nikt nie bardzo wie jak to mu powiedzieć. Uzgodnilismy, że jeden z naszych kolegów przemówi do niego na osobności i wytłumaczy problem. Rozmawiał juz z nim dwa razy. Jego wytłumaczeniem bylo, że akurat byl na siłowni. A już!!! Żadem pot nie śmierdzi jak gówno!

Wczoraj łaził za mną, szukając kogoś do pogadania. Doprowadzil mnie do truchtu w stronę ubikacji. Próbuję go unikać, bo nie wiem, jak mu powiedzieć, że śmierdzi. Jak to ująć, żeby nie urazic jego uczuć. Z drugiej strony jak tak dalej będzie, to pewnie go zwolnią, bo studenci zaczeli sie już skarzyć.

Listopad 25, 2008

MYŚLEĆ!

Filed under: emigracja, mydlo powidlo, Na wlasne oczy, Studenckie historie, Taka Ameryka — Tagi: , , — evita_duarte @ 8:57 am

Większość moich studentów to ostatnio kobiety. Jakoś tak się złożyło teraz, że najczęściej są to Azjatki. Daje mi to niepowtarzalną szansę zdobycia wiedzy z pierwszej ręki o krajach i zwyczajach w nich panujących, o których pewnie nie miałabym pojęcia mieszkając w innym miejscu, lub wykonując inny zawód. Przyznam się, że mam wielki problem z zapamiętywaniem imion moich Koreanek ( i Chinek czasem), ale one sie na szczęście nie obrażają i czasem używają zamerykanizowanych imion zastępczych.

Azjaci najczęściej nie potrzebują pomocy w gramatyce. Wszelkie umiejętności testowe mają wyćwiczone znakomicie. Gorzej z umiejętnościami bardziej praktycznymi, na przykład słuchanie. Zazwyczaj moi studenci przydzielani są do klas na podstawie testu, który Azjaci też zazwyczaj zdają spiewająco. Później dopiero robi się z górki. Przychodzą zatem do mnie po zajęciach, żeby poćwiczyc sluchanie i konwersacje.

Podczas takich konwersacji dowiaduję się całe mnówstwo ciekawych rzeczy. Mam ostatnio koleżanki: Koreankę i Chinkę. Przychdzą zawsze we dwie papużki nierozłączki. Zawsze zdołają mnie rozśmieszyć, rozluźnić. Dziś pożaliła mi się jedna z nich, Koreanka (pokrojcie mnie a nie pamiętam jej imienia!), że nauka w Korei to zupełnie co innego niż nauka w Nowym Jorku. W Korei jest o wiele łatwiej. Ma człowiek zapamiętać to co trzeba, a później to odtworzyć. Nikt nie każe się zastanawiać nad niczym. Nad czym tu się zastanawiać: wszystko podane jest w postaci prawdy objawionej, którą przyjmuje sie po prostu do wiadomości.

Niestety w Ameryce nie ma tak łatwo, nie dość, że trzeba znać fakty to jeszcze trzeba myśleć (sic!). Człowiek musi miec włąsne zdanie na dany temat i musi odpowiadać na konktretne pytania wydając opinię o konkretnych przypadkach. Dziweczyna studiuje coś medyczno- pokrewnego i ma przedmioty związane z etyką lekarska. A jak wiadomo, nic nie jst czarno- białe. Czasem trudno stwierdzić bez wahania co jest właściwym postępowaniem, jak należałoby zachować się w danym przypadku.

W Korei dostałaby właściwą odpowiedź od nauczyciela, zapamiętałaby ją i nie musiałaby myśleć (sic! sic!) dlaczego , po co i jakie będą skutki. Tutaj musi sama rozważyć za i przeciw i dojść do jakichś wniosków, nawet jeśli będą to wnioski niejednoznaczne, stwierdzające, że na sucho decyzji podjąć się nie da.  W dodatku rozważyć to trzeba po angielsku i na piśmie, a to już jest przeszkoda trudną do przezwyciężenia.

Nic to jednak dla niektórych studentów. Znam takie studentki, które siedzą całymi dniami nad książkami, po to tylko, żeby zrozumieć jeden rozdział. Dyscyplina jest kolejną cechą większości moich azjatyckich studentek.

Wrzesień 30, 2008

„A co jeśli” i „co by było gdyby”

Filed under: Co w duszy gra, Na wlasne oczy — Tagi: , — evita_duarte @ 4:05 pm

Zapisałam się na kurs do testu, który chcę zdać śwpiewająco. Próbowałam się sama uczyć, ale zorganizowane zajęcia bardziej mnie zmobilizują. Stręsuję się, że sobie nie poradzę, chociaż to nawet nie są żadne klasy uniwersyteckie, tylko dopiero zajęcia przygotowawcze. Nic to, ja już mam stracha, że zrobię z siebie idiotkę. A co jeśli wszyscy będą już wiedzieli o co chodzi, a ja nie, bo ja nie wiem z czym większość z tego je. Co jeśli większość będzie traktować to jak powtórzenie, a tylko ja będę zielona? A co jak sobie nie będę zwyczajnie radzić? Będzie mi zwyczajnie wstyd.

Zawsze boję się, że się wygłupię, ośmieszę. Taki sam mam problem z moimi dorosłymi studentami. Boją się ośmieszenia. Dlatego dzieci zawsze uczą się lepiej, szybciej łapią, nie wstydzą się błędów, eksperymentują. Ech zwalczam to u moich sudentów, jestem taka sama.

Sierpień 27, 2008

Dziennik studentki

Filed under: emigracja, Taka Ameryka — Tagi: , , — evita_duarte @ 3:13 pm

Przyszła do mnie wczoraj studentka, bardzo religijna katoliczka. Przychodzi do mnie często, bo pisze dziennik po angielsku i potrzebuje, zebym sprawdziła poprawiła i ogólnie wypoiwedziała sie na temat postępów lub ich braku. Tym razem przyniosła mi krótki tekst na temat jej odczuc w odniesieniu do homoseksualizmu. Jej postawa pelna jest niezdecydowania i niepewności. Z jednej strony chciałaby ich zrozumiec i uważa, że każdy ma prawo robić co chce,  a z drugiej strony nie może sie na to zgodzić, nie pojmuje, ze można tak życ wydaje jej sie to co najmniej dziwne.

Ponieważ nigdy nie oceniam poglądów moich studentów, tym razem równiez poprawiłam błędy, przedyskutowałam styl i chcialam isc dalej. dzisiaj jednak moja studentka wprost zapytała mnie o moją opinie i musialam jej powiedzieć, że się z nią nie zgadzam. Wyłożyłam jej jasno moje argumenty. Nie przerywała mi wcale i chyba co nieco to do niej przemówiło, bo dopisala: Dziś moja nauczycielka powiedziała mi, że nie powinnam się martwic faktem, ze ktoś kogos kocha. To nie moiłośc jest problemem a nienawiść. Teraz rozumiem już trochę lepiej, choć nadal mam wątpliwości.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.