Marzenkowo

Styczeń 14, 2010

Teczkę na ramiona czas włożyć

Filed under: emigracja, Studenckie historie, Taka Ameryka — Tagi: , , — evita_duarte @ 3:06 pm

Ludzie z Registration Office w Brooklyn College poznają mnie już po głosie, no może nie wszyscy. Uparta jestem i wiem czego chcę, nie dam się zatem zbyć byle czym i byle jak. Byłam tam w zeszłym tygodniu, ale odesłana zostałam z niczym, bo powiedziano mi, że jako nowa studentka muszę zrobić najpierw obowiązkowo jakąśtam rezerwację internetową. Jak próbowałam to zrobić o się dowiedziałam, że nie moge użyć tego systemu bo nie jestem „undergraduate” (jak to przetłumaczyć?). Od tego momentu zaczęło się moje wydzwanianie. Jedni odsyłali mnie do innych, a tamci do tych pierwszych. Próbowano mi nawet powiedzieć, że nie mogę się z domu zarejsrować tylko muszę tam przyjechać osobiście. Osobiście to ja juz tam byłam drogi panie i pan mnie odesłał z niczym. Tak pan, zapisałam sobie pańskie imię. Zajęcia zaczynam pod koniec miesiąca. Nie przewiduję więcej problemów.

PS. Jak napisałam w komentarzu do poprzedniego wpisu, straciłam pracę. Mam już coś nowego na część etatu od wtorku. Nie będę już musiała jeździć krową, bo to jest dość blisko. Zwłaszcza, że lusterko do krowy jeszcze nie dotarło.

PS. Nigdy nie jeździłabym samochodem na Manhattan. Przecież te korki i problemy z parkingiem doprowadziłyby mnie do szału.

Reklamy

Październik 20, 2009

Koniec starego, początek nowego

Filed under: emigracja, Studenckie historie, Taka Ameryka, wspominki — evita_duarte @ 10:01 am

Nową pracę mam zacząć w poniedziałek. Pojawiają się jednak inne oferty i pewnie wybiore tę najbardziej mi odpowiadającą finansowo.

Będe tęsknić za uczeniem. Nie raz narzekałam na moich studentów, że leniuchy, że podelce, że brakuje im podstaw kultury. I kiedy tak narzekałam, to była prawda, ale to były zjawiska marginalne. Większośc moich studentów to były albo Azjatki, albo Murzynki. Azjatki były bardzo wymagające, sympatczne i miłe, do tego nieśmiałe. Murzynki były sympatyczne, hałaśliwe i łatwo się zniechęcały. Czyż nie tak tworzy się stereotypy? Ale tak właśnie było w tym przypadku. Ileż razy ja się nasłuchałam, że powinnam znaleźć sobie czarnego chłopaka. Czasem było to zabawne, a czasem złośliwe.

Będę tęsknić za wszystkimi aspektami pracy ze studentami. Z niektórmi się zaprzyjaźniłam tak mocno, że ciężko uwierzyć jak to się zaczęło. Niektórzy piszą do mnie, albo dzwonią cały czas. W szkole językowej przestałam pracować dwa i pół roku temu i nadal dostaje maile czy smsy od moich studentów.

Teraz czas na nowe cele i przygody, czy ciekawsze okaże się niebawem. Zawsze z resztą do uczenia będę mogła wrócić i kiedyś to pewnie zrobię.

Sierpień 27, 2009

Złodziejstwo pospolite, czyli plagiat

Dwie studentki z Torunia stracą tytuł magistra i będą musiały zapłacić kary pieniężne. Okazało sie, że obydwie ich prace magisterskie nie były samodzielne. Wielka ich część to po prostu kolaż różnych innych prac. Studentki przyłapał recenzent prac i zgłosił to rektorowi.

Historia jak wiele innych niestety, ale tłumaczenie tych kobiet jest conajmniej dziwne. Otóż twierdzą one, że plagiat popełniły nieumyślnie. Czy one naprawdę tak powiedziały, czy to dziennikarz się pomylił? Zaraz, jak można ukraść część czyjejś pracy i zrobić to nieświadomie? To przecież nie jest tak, że ktoś im w markecie podrzucił perfumy do plecaka…. Czy ktoś im wkleił na złość wyrywki prac innych ludzi? Niechcący skopiowały im się całe wyrywki książek. I wiecie czyja to wina? Oczywiście, że promotora!* Jakie to słodkie obwiniać kogoś innego za swoją bezdenną głupotę. Wszyscy naokoło sa winni tylko nie one! Widać, że mamy do czynienia z ofiarami. Jakim cudem takie osoby w ogóle znalazły się na oststnim roku studiów magisterskich jest dla mnie zagadką. O, chyba wiem, ściągały- zagadka rozwiązana.

PS. To, że promotor nie zauważył ponoć tak oczywistego plagiatu też mnie zastanawia. Naprawdę nie zauważył, czy nie czytał? Nic jednak nie zwalnia studentek z odpowiedzialności za ich własne prace magisterskie.

Lipiec 31, 2009

Szkoła to biznes

Filed under: Blogowanie, emigracja, Komentarze, Na wlasne oczy, Studenckie historie, Taka Ameryka — evita_duarte @ 10:50 pm

Szkoła to nie instytucja charytatywna- to czasem słyszę od swoich przełożonych. Jeszcze w Polsce mniej mnie to dziwiło, chociaż tam szkoła była podobno publiczna i tak samo dostępna dla wszystkich. Co za bzdury. Uczniowie musieli sami zapewniac sobie papier, na którym kserowałam testy. Dobrze, że dyrektor nie kazał im się składac na toner. Nawet w prywatnej szkole językowej menadżer powiedział mi, że można nauczac przy pomocy li i wyłącznie podręcznika. Kasety i magnetofon dostałam, ale już o kserowanie pomocy z książki dla nauczycieli musiałam prowadzic wojny.

Tutaj realia są oczywiście inne. Nikt mnie nie rozlicza z kopii, książek nie muszę sama kupowac, a mimo tego na każdym kroku widac, że szkoła to biznes. Jak każdy biznes ma więc przynosic korzyści jej właścicielom, studentom już niekoniecznie, a już na pewno nie jej pracownikom. O wszelkie pomoce naukowe trzeba się prosic, najlepiej załatwiac je za darmo dla szkoły od dystrybutorów. I to kto ma się tym zając jak nie nauczyciele.

Studenci nie muszą się uczyc, ważne żeby chodzili i płacili. Nauczyciele nie mogą byc wymagający, jak nie chcą stracic pracy. Niejeden już poleciał, bo mu sie zachciało naprawdę czegoś nauczyc. W dupach im sie poprzewracało.  Szkoła to biznes i jak ktos płaci czesne to wymaga. Wiedzy może nie da się kupic, ale już wykształcenie (formalne) i owszem.

PS> Wiem, że nie we wszystkich szkołach tak jest, ale nie mówimy tu o prestiżowych uniwersytetach.

Lipiec 27, 2009

Success stories

Filed under: Blogowanie, emigracja, Komentarze, Studenckie historie, Taka Ameryka — evita_duarte @ 6:04 pm

Czym jest sukces? Rozmawiałam dziś o tym z moimi studentami, którzy wyjątkowo tłumnie pojawili się na spotkaniu klubu dyskusyjnego. Większości sukces kojarzy się z osiągnięciem celu, pieniędzmi, szacunkiem, prestiżem. Dla niewielu suckesem jest już samo wejście na drogę, która do tego celu prowadzi. Jednogłośnie z człowiekiem sukcesu kojarzy im się Barack Obama. Niektórzy wspominali o B. Gatesie, ja wymieniłam D. Trumpa. Wiekszośc zgodziła się, że sukces to pieniądze i nie zawsze osiągnięcie sukcesu tożsame jest ze szczęściem.

Potem dałam im do wyboru osiem osób, z których każda w jakiś sposób osiągnęła sukces. W większości przypadków gospodyni domowa, która wygrała walkę z rakiem uplasowała sie wyżej w rankingu od modelki, która była na okładce Vogue, a także od studentki, która dostała stypendium z Yale, a nawet wyżej od bizneswoman z mnóstwem pieniędzy i kontaktów. W jednym przypadku była nawet przed naukowczynią, która dostała Nobla, a także przed lekarką, która odkryła lek na cukrzycę.

W teorii to pieniądze stanowią o sukcesie jednostki, z praktyką bywa różnie.

Maj 28, 2009

Świńska Grypa w Nowym Jorku- update

Filed under: emigracja, Na wlasne oczy, News, Studenckie historie, Taka Ameryka — Tagi: , , , — evita_duarte @ 5:06 pm

Niektórzy ludzie są zupełnie, kompetnie skertyniali i nieodpowiedzialni. Córka jednej z naszych studentek jest chora na świńską grypę. Dzieciak ma się ok, ale zaraża. Dziś mamusia przyszła do szkoły zakatarzona i kaszląca. Wzięła parę klas, ale w końcu została odesłana grzecznie do domu i najlepiej do lekarza.  Budynek, a raczej dwa piętra, zostały zamknięte i odbywa się sprzątanie, które ponoć niewiele daje. W końcu zanim ta pani poszła do domu to zakichała niejedno miejsce i cholera wie kogo. Czy to jest już debilizm czy „jedynie” brak wyobraźni?

Luty 1, 2009

Wszystko to wina systemu

Filed under: emigracja, Komentarze, Studenckie historie, Taka Ameryka — evita_duarte @ 2:06 pm

Dlaczego studenci na amerykańskich uczelniach maja wyższą średnią niż na polskich? Wszystkiemu winien system; system oceniania i system ewaluacji tych ocen.

Za zwyczajne ćwiczenia czy konwersatorium polski student dostaje zalicznie, natomiast amerykański dostaje ocenę. Kiedy przychodzi do ewaluacj polski student ma C, bo tak traktuje sie zaliczenie. C daje dwa punkty, tymczasem Amerykanin moze dostać nawet A czyli cztery punkty.W ten sposób te wszystkie zajęcia z przystosowania bibliotecznego etc. rujnują średnią naszym polskim studentom.

Dochodzi jeszcze do tego jak niektórzy profesorowie oceniaja na polskich uczelniach. Zapewne każdemu przytrafił się chociaż jeden nauczyciel, który wierzył, że piątka nie należy się absolutnie żadnemu studentowi. Wyjatkowo stawiali oni 4,5, bardzo dobrzy studenci dostawali4, dobrzy 3,5 a średnio dobrzy 3. Co po ewaluacji daje nam odpowiednio 3,5 do 2. Amerykanie stawiają A dużo łatwiej i do tego daja ulamki nie tylko połówkowe. Może więc brakować niewiele do A i będzie to wtedy A-, czyli 3,75 etc. Nie dziwi zatem, że większośc amerykańskich studentów ma średnią powyżej 3,0. Dla studentów z polskim dyplomem jest to bardzo trudne.

Notka powstała po przejrzeniu własnej ewaluacji i pożegnaniu się z nadzieją na stypendium 😦

Grudzień 17, 2008

Co powiedzieć

Filed under: emigracja, feelings, Studenckie historie — Tagi: , — evita_duarte @ 10:00 pm

Czasem pomiędzy mną a studentami wytwarzają się więzi zupełnie wyjątkowe. Zdarzają się wyznania, które niełatwo wypowiedzieć, śmiech do łez i łzy wspomnień, bólu, goryczy. Czasem nawiązuje się pewna… serdeczność. W sumie wielu moich studentów przychodzi tylko pogadać, w końcu głównie o konwersacje chodzi w nauce języka. Jedni zdobywają moją sympatię, inni mój szacunek, inni serce, ale tylko niektórzy wszystko na raz.

Kilka tygodni temu moja studentka- koleżanka zadzwoniła do mnie niespodziewanie z lotniska. Leciała do domu, bo jej tata zmarł nagle. Nie wiedziałam co powiedzieć, sama pamiętam siebie w takim stanie i naprawdę nie istnieją „właściwe słowa”, które można w takiej chwili wypowiedzieć. Nie wiedziałam też jaka jest etykieta zachowania w Korei. Wróciła w tym tygodniu.

Nie wiedziałam i nie wiem, co mam jej powiedzieć. Słucham po prostu. Bo co można odpowiedzieć kobiecie, która straciła obydwoje rodziców i smutek maluje się we wszystkim, co robi. Wiem, że jej żałoba jest jeszcze świeża, że czas ragoi rany, że to minie, taka kolej życia. Takie gadanie jej na pewno nie pomoże, bo prawdą jest też to co ona powtarza: jest teraz sama. Dziecko bez rodziców jest nadal dzieckiem, jest sierotą. Nie jestem terapeutką, jestem nauczycielką; ale jestem też człowiekiem i przyjaciółką.

Listopad 25, 2008

MYŚLEĆ!

Filed under: emigracja, mydlo powidlo, Na wlasne oczy, Studenckie historie, Taka Ameryka — Tagi: , , — evita_duarte @ 8:57 am

Większość moich studentów to ostatnio kobiety. Jakoś tak się złożyło teraz, że najczęściej są to Azjatki. Daje mi to niepowtarzalną szansę zdobycia wiedzy z pierwszej ręki o krajach i zwyczajach w nich panujących, o których pewnie nie miałabym pojęcia mieszkając w innym miejscu, lub wykonując inny zawód. Przyznam się, że mam wielki problem z zapamiętywaniem imion moich Koreanek ( i Chinek czasem), ale one sie na szczęście nie obrażają i czasem używają zamerykanizowanych imion zastępczych.

Azjaci najczęściej nie potrzebują pomocy w gramatyce. Wszelkie umiejętności testowe mają wyćwiczone znakomicie. Gorzej z umiejętnościami bardziej praktycznymi, na przykład słuchanie. Zazwyczaj moi studenci przydzielani są do klas na podstawie testu, który Azjaci też zazwyczaj zdają spiewająco. Później dopiero robi się z górki. Przychodzą zatem do mnie po zajęciach, żeby poćwiczyc sluchanie i konwersacje.

Podczas takich konwersacji dowiaduję się całe mnówstwo ciekawych rzeczy. Mam ostatnio koleżanki: Koreankę i Chinkę. Przychdzą zawsze we dwie papużki nierozłączki. Zawsze zdołają mnie rozśmieszyć, rozluźnić. Dziś pożaliła mi się jedna z nich, Koreanka (pokrojcie mnie a nie pamiętam jej imienia!), że nauka w Korei to zupełnie co innego niż nauka w Nowym Jorku. W Korei jest o wiele łatwiej. Ma człowiek zapamiętać to co trzeba, a później to odtworzyć. Nikt nie każe się zastanawiać nad niczym. Nad czym tu się zastanawiać: wszystko podane jest w postaci prawdy objawionej, którą przyjmuje sie po prostu do wiadomości.

Niestety w Ameryce nie ma tak łatwo, nie dość, że trzeba znać fakty to jeszcze trzeba myśleć (sic!). Człowiek musi miec włąsne zdanie na dany temat i musi odpowiadać na konktretne pytania wydając opinię o konkretnych przypadkach. Dziweczyna studiuje coś medyczno- pokrewnego i ma przedmioty związane z etyką lekarska. A jak wiadomo, nic nie jst czarno- białe. Czasem trudno stwierdzić bez wahania co jest właściwym postępowaniem, jak należałoby zachować się w danym przypadku.

W Korei dostałaby właściwą odpowiedź od nauczyciela, zapamiętałaby ją i nie musiałaby myśleć (sic! sic!) dlaczego , po co i jakie będą skutki. Tutaj musi sama rozważyć za i przeciw i dojść do jakichś wniosków, nawet jeśli będą to wnioski niejednoznaczne, stwierdzające, że na sucho decyzji podjąć się nie da.  W dodatku rozważyć to trzeba po angielsku i na piśmie, a to już jest przeszkoda trudną do przezwyciężenia.

Nic to jednak dla niektórych studentów. Znam takie studentki, które siedzą całymi dniami nad książkami, po to tylko, żeby zrozumieć jeden rozdział. Dyscyplina jest kolejną cechą większości moich azjatyckich studentek.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.