Przyjemnej podrozy z MTA
kwiecień 7, 2008, 9:57 pm
Kategoria wpisu:
Co w duszy gra,
Komentarze,
Taka Ameryka,
Zdjecia,
emigracja | Tagi:
dojazdy,
emigracja,
Emigrantka,
kaktus,
kwiat,
Kwitnacy kaktus,
metro,
MTA,
New York,
New Yorker,
Nowy Jork,
pociag,
Stany Zjednoczone,
Subway,
tlum,
USA,
Wiosna,
Wygnanie
Jest wiele rzeczy, ktore lubie w Nowym Jorku. Moge smialo powiedziec, ze lubie New York. Nie zamierzam tu jednak zostac na zawsze. Co to, to nie. Kiedy juz sie stad wyprowadze na pewno bede tesknic.
Za jedna rzecza z pewnoscia tesknic nie bede. A mianowicie, za codziennymi dojazdami do pracy w metrze. Tego wprost nie znosze. Mam na tyle szczescia, ze udaje mi sie zawsze usiasc. Nie ma sie jednak z czego cieszyc, bo w wiekszosci przypadkow ktos zawsze siada obok mnie , a praktycznie na mnie. Niektorzy ludzie jedza, siorpia, dlubia w nosie, uszach i czym sie da, obcinaja paznokcie, a przede wszystkim sluchaja muzyki niemozliwie glosno. Siedzi czlowiek i probujeczytac, a tu go ktos kopnie, a to szturchnie, a to okicha, a to nadepnie, a to zagluszy.
Najgorszy jest jednak smrod. Nosek, jak to niektorzy zauwazyli, mam wrazliwy. Wachlarz nie pomaga, niektorzy zwyczajnie smierdza. Wtedy czlowiek modli sie tylko, zeby jak najszybciej dojechac. Do tego na metrze nie mozna polegac. Dzis zmuszona bylam przesiadac sie dwa razy. Dotarlam na piejsce godzine spozniona. Zdecydowanie nie bede za tym tesknic.
PS. Na parapecie w kuchni zakwitl mi kaktus. Wiosna??



Zapudlowany
kwiecień 5, 2008, 9:45 przed południem
Kategoria wpisu:
Co w duszy gra,
Fotografia,
Koty,
Na wlasne oczy,
Prywata,
Szekspir,
Zdjecia,
emigracja | Tagi:
dziwne zwyczaje Szekspira,
Kot,
Koty,
Mama,
nauczyc kota,
Szekspir,
zabawa,
zwierzeta

Szekspir uwielbia ciemne, male miejsca. Kazdy z moich dotychczasowych kotow nie lubil byc noszony w torbie ale ten sam tam wlazi i najlepiej spalby tam. Nawet najmniejsze kartonowe pudelka, dajmy na to po platkach sa przez niego chetnie okupowane. Chowa sie w nich czekajac na okazje by wyskoczyc i nas wystraszyc.
Do niedawna Szekspir nie lubil sie przytulac. Zmienilo sie to kiedy mama przyjechala zeszlego lata. Mama jest kociara od urodzenioa, z reszta psiara tez. Nie wiem jak to zrobila, ale nauczyla Szekspira bawic sie z nia, atakowal ja bardzo namietnie. Nauczyla tez go mruczec. Tak, tak czlowiek nauczyla mruczec kota. Spal jej z reszta w nogach i wskakiwal jej na kolana bez przerwy. Teraz robi to nam
To wszystko przypomnialo mi sie kiedy nad ranem polozyl sie na mnie i zaczal szalenczo mruczec
Zamarzam
styczeń 21, 2008, 9:54 pm
Kategoria wpisu:
Fotografia,
Galeria,
Na wlasne oczy,
Podroze,
Taka Ameryka,
Zdjecia,
emigracja | Tagi:
Florida,
Floryda,
Photography,
Zdjecia
Skostnialymi palcami wklikuje te litery. Ten tydzien ma byc jednym z najzimnejszych, a ta zima trzeba przyznac troche nas oszczedzila. Tymczasem dla ogrzania serc zapraaszam do obejrzenia FLORYDY na galerii.
Wyjazd w gory, czyli New Hampshire po raz pierwszy
Niedlugo po powrocie znad Niagary wybralismy sie do New Hampshire, gdzie na zboczu gory szef J. ma dom. Droga byla dosc powolna, korek w Connecticut ogromny, a Szekspir tez dawal nam sie we znaki. Miauczal, zial z goraca, lazil po calym samochodzie. Dopiero pod sam koniec uspokoil sie i poszedl spac. Dotarlismy tam wieczorem, okolica byla przepiekna. Dom polozony w gestwinie drzew z niesamowitym widokiem na Monadnock Mountain, ktora po kilku dniach stala sie celem naszej wyprawy.


Przez kilka nastepnych dni lalo niemilosiernie, wiec jedyne co nam pozostalo, to popijac winko, patrzac tesknie za okno i ewentualnie grillowac. A grillowalismy codziennie.

Kielbaski,hamburgery, kurczaka mniam. Nie podobalo sie tylko Szekspirowi, ktory juz drugiego dnia wakacji zniknal. Obszukalismy caly domek i nic. zaczelismy myslec o nieprawdopodobnym- Szekspir w naglym ataku odwagi i ciekawosci swiata wyszedl na zewnatrz. Bylo to dla nas niewyobrazalne, mimo, ze drzwi byly otwarte caly czas. Kici kici rybenko, Szekspirku gdzie jestes, a lachudry ani sladu. Ja juz zasepiona (i zaplakanma, a co), wyszlam do lasu szukac “kotecka”. Tymczasem “rybenka” ukryl sie w schowku jednego z lozek. Nie mruknal nawet jak go wolalismy. Kto wie, moze bysmy go znow gdzies wywiezli
Kiedy pogoda juz sie poprawila moglismy podziwiac piekno okolicy. Ilosc swierzego powietrza i zieleni byla dla mnie oszalamiajaca.


Zycie powinno pachniec wlasnie tak: lasem, kwiatami, grillem czasem. Nasze na razie ma zapach Nowego Jorku, a ten smierdzi jak slusznie stwierdzila mama.
W poblizu powinien byc zawsze domek na drzewie

W pogodniejsze noce widac bylo wszystkie gwiazdy. Ogladalismy je golym okiem i przez lunete. Za dnia zjawialy sie zwierzeta, na ktore polowalam z moim aparatem. Wybralismy sie tez na Monadnock, ale o tej wyprawie innym razem.

