Kategoria wpisu: Przeczytane, mydlo powidlo, wspominki | Tagi: Horrory, Ksiazki, lektura, przyzwyczajenia
Kategoria wpisu: Przeczytane, mydlo powidlo, wspominki | Tagi: Horrory, Ksiazki, lektura, przyzwyczajenia
Lubie horrory. Siedze sobie przed telewizorem i sie boje. Gdzies tak w srodku cieszy mnie ten dreszcz strachu. Nie przepadam za oczywistosciami, za krwia i pilami lancuchowymi. Wole jak sie mnie straszy subtelniej. Czytam prawie wszystko, ale znow horrory mnie ogrzewaja od srodka
Kategoria wpisu: Co w duszy gra, Fotografia, Taka Ameryka, Zdjecia, emigracja, wspominki | Tagi: dupa bąka, Kocha, Kwiaty polne, lubi, polskie łąki, rumianki, szanuje, Wróżby
W Polsce mieszkałam na wybrzeżach miasta. Dzieki temu mogłam wciaż na nowo odkrywać okoliczne łaki. A i do lasu nie mialam daleko. Bardzo mi tego tutaj brakuje. Beton jednak nie jest normalnym przeznaczeniem człowieka. Co innego zielona trawka.
Na łakach zawsze rosnie mnóstwo kwiatkow, a z nich powstają najpiekniesze bukiety. Tuziny róz nie maja nawet porowania z pęczkiem rumianków czy habrów. Rósł tam zawsze jeden kwiatek, który mnie i moją koleżankę bardzo rozśmieszał. Nie wiem czy teraz byśmy na to wpadły, ale wtedy nazwałyśmy go dupą bąka. Nie potrzegba było mnóstwa wyobraźni, żeby zobaczyć dlaczego to nam się nasunęło. Kwatek słuzył nam głównie do wrózenia: kocha, lubi, szanuje…
Wyglądał podobnie do tego, który sfotgrafowałam w Nowym Jorku, z tym, że płatki miał w róznych odcieniach żółtego.
Kategoria wpisu: Co w duszy gra, Taka Ameryka, emigracja, wspominki | Tagi: All Saints, Swieto Zmarlych, Wszystkich Swietych, Cmentarz, Tesknota, Wspomnienia
Swieto Zmarlych zawsze mniej wiecej wygladalo u mnie w domu tak samo. Rano wyruszalo sie cala rodzina na cmentarze- jeden i dugi. Odwiedzalo groby blizszych i dalszych, powinowatych i znajomych. Na poczatku byly to dla mnie kawalki kamienia jak kazde inne i nalbardziej czekalam na obwarzanki i balony, ktore zawsze mozna bylo kupic przy cmentarzu. Z biegiem czasu jednak grobow przybywalo, zdarzalo sie nawet, ze pamietalam osoby, ktore byly tam pochowane. Pozniej bylo juz tylko gorzej- znalam coraz wiecej osob, ktore odwiedzalam w ten dzien.
1 listopada byl zawsze dniem kiedy pierwszy raz zakladalam zimowe buty i palto. Po powrocie z cmentarza wracalimy do pustego, odswietnie wysprzatanego domu , jedlismy obiad i ogladalismy smetne programy w telewizji. Nigdy nie lubilam Swieta Zmarlych. Wolalam chodzic na cmentarz, kiedy nie bylo tam tlumow. Bez pospiechu przejsc znajomymi alejkami, ktore po jakims czasie bylam w stanie odtworzyc z pamieci. Zmieniac kwiaty w wazonie, zapalac swieczki. Trzymalam moja mame pod reke, siostra z drugiej strony i tak to trawalo latami.
Odkad jestem tutaj, nie bylam nawet raz na cmentarzu. Czuje sie winna, bo wiem, ze to moj obowiazek i czuje tez taka potrzebe. Ale tutaj wszystko jest inne, nie tylko Swieto Zmarlych. Niektore zmiany sa dobre inne nie, ot zycie.
Kategoria wpisu: Na wlasne oczy, Prywata, Taka Ameryka, emigracja, feelings, wspominki
Jest na Brooklynie taka restauracja, jedna z tych, gdzie nie akceptuja ludzi “prosto z ulicy”. Miejsce trzeba odpowiednio wczesniej zarezerwowac. W srodku obowiazuje eleganckie ubranie, jesli nie powiedziec wieczorowe. Wieczorem pianista uswietnia gosciom pobyt.
Jedna sciana restauracji jest przeszklona, a przez nia widac Manhattan. Restaucja znajduje sie pomiedzi tarasem widokowym, z ktorego zrobilam moje glowne zdjecie na blogu, a Mostem Brooklynskim.
Nie przesadze ani odrobinke, ze jedzenie tam podane, bylo zdecydowanie najlepszym jakie jadlam kiedykolwiek. Porcje male, ale palce lizac. Zaczynajac od przekaski -tunczyk wedzony, poprzez danie glowne- jagniecina, a na deserze konczac- jagodowe ciacho z lodami, nie moglam sie nadziwic, ze wszystko moze az tak smakowac. Obsluga jest przeuprzejma, wszyscy goscie ubrani jak na przyjecie.
To jest po prostu miejsce, gdzie kreuja sie wpomnienia. Potem mozna w tej sukni i w tym garniturze pojsc na taras widokowy, popodziwiac most, ktory zachwyca zawdze. Popatrzec na Manhattan migoczacy swiatlami. Mozna zapomniec na chwile o calym tym zgielku, o pospiechu w tym wiecznie zabieganym miescie. Tak zrobilismy wlasnie w niedziele. Wspominalismy jak dwa lata temy powiedzielismy sobie: tak, na zawsze.
To moja przekaska
I deser. Dania glownego niestety nie znalazlam.
* Zdjecia pochodza ze strony restauracji.
Kategoria wpisu: Fotografia, Galeria, Na wlasne oczy, Podroze, Taka Ameryka, Zdjecia, wspominki
Pierwszego pogodnego dnia naszego pobytu w New Hampshire wybralismy sie na jedna Gore Ktora Stoi Samotnie -Monadnock. Przy wejsciu do parku, zaraz po zaplaceniu biletu zobaczylismy ten oto znak.
Nie wzielismy sobie tego do serca za bardzo, a okazalo sie, iz rzeczywiscie przy wspinaczcie pogoda zmienna jest
Las byl fantasyczny. Gdzieniegdzie wygladal jak las elfow z Wladcy Pierscieni.
Na poczatku byl to najzwyklejszy spacer po schodkach.
Przyroda wydawala nam sie niesamowita, zwlaszcza w porownaniu z naszym, zyciem nowojorskim.
A oto chipmunk (nie mylic z wiewiorka), znany Polakom glownie z kreskowki Chip i Dale.
A to juz po dotarciu na szczyt. Ciezko bylo i wietrzno. Moze dlatego nic tam nie rosnie. Dla tych widokow warto bylo sie meczyc. Warto bylo nawet wysilic sie i wciagnac J. na szczyt za uszy
Kategoria wpisu: Co w duszy gra, Polska, Taka Ameryka, emigracja, feelings, mydlo powidlo, wspominki
Tesknie za domem. Wielu rzeczy mi tutaj brakuje . Niektore z nich, jestem tego pewna, mozna znalezc TYLKO w Polsce. Polski chleb na przyklad. Niby tutaj tez mozna go kupic. Sa na Greenpoincie piekarnie, ktore robia polski chleb, polski chyba tylko z nazwy. A ja tak chetnie zatopilabym zeby w miekkim bochnie ze zlota chrupiaca skorka. To bedzie na pewno jedna z pierwszych rzeczy, ktore zrobie w Polsce, jak juz tam pojade :(.
Pszonka poszedl dzis na grzyby. Przechadzalam sie z nim po lesie( odwrocilam glowe tylko jak sikal). Zapach lasu to jedna z tych rzeczy, ktore sa unikatowe dla naszego klimatu. Lazac dzis za Pszonka, nie moglam nacieszyc sie zapachem igliwia pomieszanym z wilgotnym powietrzem, gdzieniedzie pachnacym grzybami, gdzieniegdzie przesyconym dymem z niedawno ugaszonego ogniska. Tutaj tez sa piekne lasy, zdarzaja sie nawet iglaste, czyli takie jakie kocham. Nie pachna jednak tak jak w Polsce. Nie ten klimat, inna temperatura, inna wilgotnosc powietrza, a moze jeszcze cos innego wplywa na to, ze te piekne lasy nie umywaja sie do polskich lasow. Polchodzic tak po polskim lesie, poczuc znow ten zapach, te chrzest pod stopami…
Ech Zlotos co za nute obudzilas znow we mnie
Kategoria wpisu: wspominki
![]()
Martin Luther King Day- swieto dla uczczenia urodzin jednego z najwiekszych obroncow praw obywatelskich Murzynow w Ameryce. Nie bede za duzo sie rozpisywac, osoba ta jest znana wiekszosci. Przypominam zatem jego przemowienie:
Polecam jednoczesnie komentarze pod video na temat realizacji marzen Dr Kinga, o wypaczaniu idei rownosci, o cioaglych naduzyciach. Jest w tych wypowiedziach tez wiele wdziecznosci. naprawde polecam.



















