Nie wiedziala co sie z nia dzieje. Zapominala pedzli, a nawet portfela. Nie wiedziala nawet kiedy zaczela czekac na kolejne spotkanie.
Kiedys po kolku wyszli na drinka, ot taka zwykla rozmowa i te jego wpatrzone oczy. Nie ufala mu do konca, bala sie go. A moze chcial sie tylko zabawic? Poza tym, powtarzala to sobie do znudzenia, wcale nie sa dla siebie. Wiecej ich dzieli niz laczy i wiedzieli o tym obydwoje. Ale rozum swoje, a serce swoje. Tak, serce szalalo nawet na dzwiek imienia; za kazdym razem jak dotknal jej ramienia miala dreszcze.
Tego wieczoru pocalowali sie pierwszy raz. Niesmialo i jakby z zaskocznia dla obydwojga. Anka nie spala cala noc. Nie mogla przestac myslec, ze to co nie moze sie wydarzyc wlasnie sie dzieje. Dzieje sie, a ona zazwyczaj tak rozsadna poddaje sie temu bez slowa.
Wtedy zaczely sie telefony. Dzwonili do siebie co wieczor, rozmawiali o wszystkim i o niczym. Na kolku udawali, ze nic ich nie laczy, ale bardziej spostrzegawczy i tak wiedzieli swoje. Nie dalo sie nie zauwazyc tych spojrzen i usmiechow.
Zaczela rozmawiac z nim czesciej i czesciej. O niczym niezwyklym: szkole, ich projektach. Zaczeli opowiadac sobie o sobie nawzajem. Polubila te rozmowy choc nadal uwazala, ze to nie ma szans sie wydarzyc. Naprawe wiele ich dzielilo. On czasem musnal jej wlosy, ona dotknela jego ramienia, niby nic a nie mogla o nim zapomniec. Dzien bez rozmowy z nim stawal sie dniem straconym, lub dniem oczekiwania na dzien kolejny. Uwielbiala sposob w jaki wypowiadal jej imie. A przeciez nawet nie spotykali sie poza kolem plastycznym.
Kategoria wpisu: Na wlasne oczy, Opowiadanie, feelings, mydlo powidlo
Poznala go na kolku plastycznym. Wcale jej sie nie podobal, mial takie jasne krotkie wlosy, krotki nos i brazowe oczy. Nic nadzwyczajnego, wiec nie zwrocila na niego najmniejszej uwagi. Przez pierwsze miesiace nie zadala sobie nawet trudu, by zapamietac jego imie- Jan, Janek. Prawie z nim nie rozmawiala i tak zajeta byla swoim projektem, ze jako jedyna nie zauwazala tych wpatrzonych oczu i tego usmiechu, ktory pozniej tak polubila.
Zaczelo sie tak, jak to zwykle sie zaczyna. Zauwazyl jak swietna robote zrobila nad swoim projektem i to zmusilo ja do oderwania wzroku od plakatu i spojrzenia na niego. Jolka pozniej jej powiedziala: Temu Jankowi to sie bardzo podobasz. Stwierdzila, ze to niemozliwe. Tacy byli rozni i tak wiele ich dzielilo. Pozniej przysnil jej sie ten wlasnie usmiech.
Anka czula sie juz lepiej. Chyba niepotrzebnie zaalarmowala wszystkich swoja choroba. To nie moglo byc nic powaznego, bo juz jej najwyrazniej przeszlo. Zostal jakis niewielki bol plecow, ale moze zle spala; ot i tyle. Usmiechnela sie sama do siebie na wspomnienie wlasnej paniki. I o co bylo sie tak zamartwiac, pobolalo i przestalo.
Na dzisiejszej probie czula sie bardzo dobrze. Z luboscia przysluchiwala sie tej wspanialej muzyce. Jeszcze teraz slyszy ja w tle wlasnych mysli, ma przed oczami piekne, skupione twarze chorzystow.
Wziela gleboki oddech i nagle poczula znajomy bol w plucach. Byl podobny do tego, ktory zaatakowal ja juz tydzien temu. Z tym, ze teraz powrocil ze zdwojona sila. Zaczela kaszlec i zachlystywac sie powietrzem. “Zdradliwe przedwiosenne powietrze” pomyslala “takie przyjemne, a takie niebezpieczne”. W glowie nadal rozbrzmiewaly jej glosy chorzystow. Osunela sie ciezko na fotel. A jednak jej nie przeszlo. Odpuscilo na chwile, ale wrocilo ze mocniejsze. Pomalu podreptala do lodowki i nalala sobie szklanke spirytusu. Tylko on pozwalal zapomniec o bolu. Znow szpetnie przeklinajac “przedwiosenne powietrze” otworzyla nowe czasopismo, do ktorego subskrypcje nabyla juz dawno.
Ciezko oddychajac zaczela sledzic przygody Pszonkow. Ja chyba pojde w jej slady. Dobranoc.
Kategoria wpisu: Opowiadanie
Anka nie wiedziala co myslec. Usiadla w swym nowym fotelu z Ikei i przymknela oczy. Za chwile zajmie sie gotowaniem, to zawsze uspokaja jej nerwy. Ostatnie wydarzenia daly jej w kosc. Niepotrzebnie podjela sie prowadzenia prob choru, nawet tak bardzo nie lubi spiewu. I tak ma duzo na glowie. za kazdym razem, kiedy tam idzie, serce lomoce w jej piersi.
Nasluchuje kazdej nuty, kazdego mrukniecia tych silnych pieknych glosow. Wraca pozniej do domu i nie moze jesc, nie moze spac, nie moze myslec o czyms innym. W jej glowie rozbrzmiewa muzyka, ktora rozgrzewa jej wnetrze.
Gdyby tylko wiedziala w co sie wplatuje nigdy by sie nie zdecydowala. Teraz moglaby z tego zrezygnowac. Chcialaby zapomniec, ale cos bardzo silnego ciagnie ja w to miejsce. Anka ma nowa milosc.






