Tydzień temu miałam okazję oglądać program Oprah. Wydał mi się bardzo komercyjny. jeden z tych gdzie prowadząca po dogadaniu sie z firmą próbuje sprzedać jej produkty. Jednym z gości programu była pani od barbie, czyli jej prototyp niby czy jakto tam. Oglądałam jednym okiem, a czytałam drugim (tak, aż takie mam zdolności). Po całym pokazaniu procesu powstawania Barbie pani pierwowzór wręczyła Oprah lalkę zrobioną niby to na podobieństwo prowadzącej. lalka rzeczywiscie była czarna, miała fryzure i suknie Oprah, ale na tym kończy się podobienstwo. Rysy twarzy lalki były typowo Barbiowe. Rysy białej arystokratki z tym, że kolor skory zmieniony. Poza tym laka miała tradycyjną anoektyczną figurę każdej Barbie. Żeby normalna kobieta tak wyglądala musiałaby poddać sie niezliczonej ilosci operacji plastycznych.
Oprah ucieszyla się z prezentu, chociaż nie omieszkała napomknąć o romiarze talii Barbie. Ja natomiast się zdziwilam. Oprah jest wspaniałą i piękną kobietą. Czyżby nie zauważyła, że ta lalka wcale nie została zrobiona na jej podobieństwo? Ta lalka była jej zmienioną do granic kopią, podciągniętą do nieludzkiego ideału.
Jeśli ktos kiedyś zechciałby podarowac mi lalkę to lepiej, żeby miała piegi i tych kilka fałdek.
Piekny wiosenny wieczor w Nowym Jorku. Pisarka i konsultantka polityczna Naomi Wolf spotyka sie z czytelnikami i innymi zaiteresowanymi jej nietuzinkową osobą w auli Pace University.
Wczorajszy jakże piękny wiosenny wieczór spedziłam na prelekcji Naomi Wolf. Nie jestem jej zagorzała wielbicielką, wręcz uważam, ze jest odrobinę zbyrt szalona jak na mój gust, ale Carol mnie zabrała, wiec poszłam. Wolf jest pisarką i konsultantką polityczną. Pisze też wiersze i jest aktywnie zaangażowana w ruch feministyczny. Tematyką spotkania był upadek Ameryki. A raczej upadek demokracji w USA. Słuchałam z zaciekwieniem z niektórymi tezami sie nie zgadzajac, przy innych potakujac głową.
Co mnie najbardziej zdziwiło? Naomi Wolf jest kobietą sukcesu. Jej ksiażki cieszą się wielką popularnością, jej wykłady uczeszczane są tłumnie. Ona sama natomiast kilkukrotnie podczas tych ponad dwóch godzin podkerślała, że jest matką. Tak jakby chciała za wszelką cene pokazać wszystkim, że jest normalna. Patrzcie na mnie spełniłam swą rolę jako kobieta, urodziłam dwojkę dzieci, kocham ich nad życie, a cała reszta to dodatek. Ok, wyolbrzymiam. Nie było aż tak, ale po co takie teksty: Ja to rozumiem, bo jestem matka i bla bla bla. A mowa wcale nie była o dzieciach, wcale nie o macierzyństwie. Poza tym, na litość, matki też są rożne i nie wszystkie tak samo spostrzegają rzeczywistość.
Wczoraj w metrze przeczytałam kilka felietonów Masłowskiej z Przekroju. Cos czytac muszę, jak nie to, to cokolwiek innego. Potrafię na ten przykład niektóre wasze wpisy sobie wydrukować i czytac w drodze powrotnej. Później sie niektórzy dziwia, ze wchodzę, czytam, ale za diabła nie skomentuję. Komentuje, ależ owszem, niestety tylko we własnej głowie. Nie mam za bardzo czasu przelac tego pózniej w słowa.
Ale wróćmy do Masłowskiej. Nie udało mi się jeszcze przeczytać jej książek, chociaż Pawia zaczynalam kilkukrotnie i leży jak taki wyrzut sumienia, przypomnienie porażki. Stwierdzić zatem czy Masłowska wielką pisarką jest nie mogę, bo kilka felietonów to chyba za mało. Jednak z tego, co udało mi się do tej pory przeczytać wynurza się niezwykle ponury i pesymistyczny oraz świata. Taka smutna, dołujaca sieczka, ale co ja tam wiem. Masłowka jest teraz ponoć na topie. Trzeba ją czytać, a jak jej ktoś nie lubi, to sie nie zna i basta.
Z reszta ja sie chyba na niczym nie znam. Weźmy taki STOMP. Długi już czas bije rekordy popularnosci, ludziska się wrecz zachwycają. Przyjaciółka powiedziała mi, że naprawdę warto zobaczyć. To zobaczyłam. I wysłuchałam. I chyba się nie znam. STOMP popularny jest na skalę światową, a ja marudzę. Że teatr mały, że za: za długo, za głośno i w ogóle i w szczególe. I jeszcze stwierdzam, ze Bahok bardziej mi sie podobał. I w ogóle NY City Center to jest dopiero pierwszej klasy teatr. Herezja jakaś. STOMP jest bardziej popularny, a za popularność, my, widzowie płacimy. Płacimy cztery razy wiecej niż za Akram Khana i Chiński Balet Narodowy.
Z resztą sami oceńcie co wam sie bardziej podoba: Oto Bahok:
Roznice kulturowe sa czyms, co fascynuje mnie chyba od zawsze. Co dla jednych jest zachowaniem idealnym, dla innych jest rutyna, a jeszcze inni nazywaja to zepsuciem. W Polsce na przyklad, dosc powszechny jest zwyczaj calowania sie na powitanie, na pozegnanie z reszta tez. Nie calujemy sie ze wszystkimi, ale znow nie trzeba byc z kims blisko, zeby byc cmoknieta w policzek. Calowanie omija tylko mezczyzn i to tylko pomiedzy nimi bo juz kolega- kolezanka jak najbardziej.
Ja sie do calowania nigdy nie pieklilam, ale tez nie unikalam. Jak ktos lubi sie tak witac to prosze bardzo, ale sama tego nie inicjuje. Zatem Sara- Hinduska, nie zostala przyzwyczjona do tego przeze mnie. Wyobrazcie sobie jej szok i niezrecznosc kiedy moja kolezanka zegnajac sie pocalowala ja w obydwa policzki. Dla Kaski to bylo zupelnie naturalne. Kiedy tylko poszla, Sara nie mogla wyjsc ze zdziwienia nad naszymy obyczajami.
A co ma z tym wspolego masaz koreanski? Bardzo duzo, bardzo. Dla Polakow masaz ramion nie jest niczym niestosownym. Jestem taka zmeczona zrob mi masaz, tak mowi kolezanka do kolezanki, takze w Stanach jest to naturalne. Okazuje sie, ze jest to zupelnie niewlasciwe w Korei. Zatem kiedy ciezarna Sara poprosila jedna z naszych koreanskich znajomych o masaz a ta sie zgodzila inna znajoma doznala szoku. Ponoc robiebienie komus zwyklego masazu ramion w miejscu publicznym jest oznaka niskiego statusu. Tylko kobieta lekkich obyczjow masuje plecy w miejscu publicznym. Moja koreanska znajoma powiedziala wrecz, ze tamta sie nie szanuje i psuje obraz Koreanek. (Celowo podkreslam: w miejscu publicznym)
Moze ja sie nie znam, ale dla mnie to jest zwykla przysluga pomiedzy przyjaciolmi. Ciekawe jakie jeszcze niespodzianki czekalby na mnie w Korei
Papiez Benedykt XVI jest w trakcie pielgrzymki do USA. Z Waszyngtonu przyjechal dzis do Nowego Jorku(dzis czyli w piatek 18 kwietnia :)). Media od tygodni nie grzmialy o niczym z taka czestotliwoscia, ale dzis cala poranna gazeta zarzucona byla informacjami o wizycie papieza. Miasto od dawna przygotowyalo sie na te wizyte, w koncu nie codziennie ma sie takiego goscia w swoim domu i na podworku.
Gazety a i telewizja chwala Benedykta za nieunikanie kontrowersyjnych tematow. Papiez czesto, gesto porusza temat molestowania seksualnego. Pedofilie wsrod ksiezy nazywa najwieksza hanba kosciola. Obiecuje walczyc z tym az do skutku, jakby troche zapominajac, ze to wlasnie on sam jako kardynal Ratzinger zalecal trzymanie tego w tajemnicy.
Ta postawa otwartosci nawet na bolesne tematy zjednuje sobie Amerykanow, a przynajmniej dziennikarzy. Podkreslaja oni co prawda, ze Benedyktowi brakuje ciepla i charyzmy jego poprzednika, ale nazywaja jego starania dobrym startem kosciola. Prezcytalam nawet dzis co bardzo mnie rozbawilo. Otoz jeden z dziennikarzy napisal, ze gdyby Jan Pawel II nie zostal duchownym a pozniej papiezem to z pewnoscia bylby najpopularniejszym gwiazdorem Hollywood. Natomiast Benedykt XVI bylby surowym dyrektorem szkoly katolickiej.
W kazdy piatek (no prawie kazdy) jem lunch z Carol, Harrym i Sara. Z Sara jem lunch codziennie i nie wiem jak ja wytrzymam, kiedy ona pojdzie na macierzynski. Ale wrocmy do tematu.
W ten piatek Sara nie przyszla. Ide z Carol do Chipotle, ktore ma najlepsze na swiecie burito. Tam mamy spotkac sie z Harrym. Carol jest przemila osoba, weganka, ekolozka i feministka (cito brakuje ci przejscie na wege :)) Idziemy zatem i gadamy o wszystkim i o niczym i nagle wchodzimy na te pania, a raczej ona wchodzi na nas prosto ze sklepu. Pani jest niska i duuzaa. Zauwazamy to obydwie, ale zadna z nas nie mowi nic. I wtedy Carol zadaje pytanie, a raczej po prostu sie glosno zastanawia.
Czy jesli kobiety otyle, a nawet lekko okragle bylyby wzorcem piekna w naszej kulurze to ona, Carol wygladalaby inaczej? Czy jesli to byloby ok, to jadlaby wiecej, mniej biegala i pozwolila by jej kosci pokryla wieksza warstwa miesa, a moze -o bogini, moze nawet tluszczu?
Ja znam swoja odpowiedz na to pytanie, a jaka jest Wasza? Czy kazdy z nas jest wytworem li tylko i wylacznie kultury, w ktorej zyjemy? Jak bardzo macie swiadomosc wplywu tej kultury na Was?
Szekspir uwielbia ciemne, male miejsca. Kazdy z moich dotychczasowych kotow nie lubil byc noszony w torbie ale ten sam tam wlazi i najlepiej spalby tam. Nawet najmniejsze kartonowe pudelka, dajmy na to po platkach sa przez niego chetnie okupowane. Chowa sie w nich czekajac na okazje by wyskoczyc i nas wystraszyc.
Do niedawna Szekspir nie lubil sie przytulac. Zmienilo sie to kiedy mama przyjechala zeszlego lata. Mama jest kociara od urodzenioa, z reszta psiara tez. Nie wiem jak to zrobila, ale nauczyla Szekspira bawic sie z nia, atakowal ja bardzo namietnie. Nauczyla tez go mruczec. Tak, tak czlowiek nauczyla mruczec kota. Spal jej z reszta w nogach i wskakiwal jej na kolana bez przerwy. Teraz robi to nam
To wszystko przypomnialo mi sie kiedy nad ranem polozyl sie na mnie i zaczal szalenczo mruczec
Kosowo dzieki staraniom, zabiegom wrecz Waszyngtonu oglosilo niepodleglosc. Prasa Polska nie pisze o niczym innym. Bush uznal niepodlegle Kosowo prawie naychmiast.
Na amerykanskich portalach nie mozna doszukac sie nawet wzmianki o Kosowie. Albo nikogo to nie interesuje, albo Amerykanie nie lubia sie chwalic maceniem w roznych czesciach swiata.
Nad ranem czytam zawsze AM. Na dziesiatej stronie tej gazety znalazlam malenka notke na temat Kosowa. Liczyla ona moze dziesiec linijek. Nie ma to jak byc otwartymi na swiat.
Jakis czas temu jeden z pracownikow collegu, nauczyciel ksiegowosci nosil wielka puchata czape . I nie byloby w tym nic dziwnego wszakze futrzane czapy nadal sie niektorym podobaja gdyby nie to, ze na samym przodzie czapy mial przyczepiona brosze- metalowa plakietke- gwiazde czerowna z widniejacym na niej sierpem i mlotem. Niby symbol przebrzmialy, ale jednak. Zapytalam go po co o nosi i czy zdaje sobie sprawe z tego, ze jest to symbol okrutnego, morderczego rezimu ZSRR. Zapytalam go tez, cz swastyke rowniez by nosil. Wiecej tej plakietki u niego nie widzialam, a jak o nia zapytalam powiedzial, ze nie bylam jedyna osoba, ktora to razilo. DOBRZE.
Teraz historyjka z innego kregu kulturowego. Pewna kobieta, muzulmanka nadala swemu synowi bardzo popularne i piekne imie Osama. Nikt jeszcze nie slyszal o terroryscie o tym imieniu. Kiedy chlopiec mial poltora roczku swiat znienawidzil pewnego terroryste, ktory nieszczesliwie nosil takie samo imie jak syn tej kobiety. Imie OSAMA stala sie znienawidzonym imieniem. Kobieta po wielu perypetiach nie musiala nawet w sadzie tlumaczyc dlaczego chce imie zmienic. Teraz chlopiec ma na imie Hassan i sam nawet nie wie, ze kiedys bylo inaczej.
Taka juz chyba ludzka natura, ze niektore symbole kochamy, a niektorych nienawidzimy, inne sprawiaja nam zwyczajnie bol.
PS) Kiedys nazwisko Dexter bylo ponoc w Stanach bardzo popularne. To bylo kiedys, dopoki nie zlapano seryjnego mordercy o tym nazwisku. Wtedy do sadow masowo zaczely wplywac podania o zmiane zazwiska.