Zamarzam
styczeń 21, 2008, 9:54 pm
Kategoria wpisu:
Fotografia,
Galeria,
Na wlasne oczy,
Podroze,
Taka Ameryka,
Zdjecia,
emigracja | Tagi:
Florida,
Floryda,
Photography,
Zdjecia
Skostnialymi palcami wklikuje te litery. Ten tydzien ma byc jednym z najzimnejszych, a ta zima trzeba przyznac troche nas oszczedzila. Tymczasem dla ogrzania serc zapraaszam do obejrzenia FLORYDY na galerii.
Brain


W ktora strone kreci sie kobieta na obrazku? Zgodnie ze wskazowkami zegara czy odwrotnie? Jak juz zobaczycie w ktora kreci sie dla was, sprobujcie ja “odwrocic”. To niesamowite, jak pracuje ludzki mozg. Mnie zajelo mnostwo czasu, zeby zobaczyc ze kreci sie tez druga strone, a jak tylko spuszcze ja z oka znow wraca do standardu. Godziny gapienia sie w monitor, niesamowicie mnie fascynuje.
PS. Napiszcie mi jakto widzicie, ja sie juz nauczylam widziec jak porusza sie w obie strony, ale jestem ciekawa jak widzi to wiekszosc. To jest taki test na prace polkul mozgowych, wynik podam pozniej.
*Gif znaleziony na break.com
Wyjazd w gory, czyli New Hampshire po raz pierwszy
Niedlugo po powrocie znad Niagary wybralismy sie do New Hampshire, gdzie na zboczu gory szef J. ma dom. Droga byla dosc powolna, korek w Connecticut ogromny, a Szekspir tez dawal nam sie we znaki. Miauczal, zial z goraca, lazil po calym samochodzie. Dopiero pod sam koniec uspokoil sie i poszedl spac. Dotarlismy tam wieczorem, okolica byla przepiekna. Dom polozony w gestwinie drzew z niesamowitym widokiem na Monadnock Mountain, ktora po kilku dniach stala sie celem naszej wyprawy.


Przez kilka nastepnych dni lalo niemilosiernie, wiec jedyne co nam pozostalo, to popijac winko, patrzac tesknie za okno i ewentualnie grillowac. A grillowalismy codziennie.

Kielbaski,hamburgery, kurczaka mniam. Nie podobalo sie tylko Szekspirowi, ktory juz drugiego dnia wakacji zniknal. Obszukalismy caly domek i nic. zaczelismy myslec o nieprawdopodobnym- Szekspir w naglym ataku odwagi i ciekawosci swiata wyszedl na zewnatrz. Bylo to dla nas niewyobrazalne, mimo, ze drzwi byly otwarte caly czas. Kici kici rybenko, Szekspirku gdzie jestes, a lachudry ani sladu. Ja juz zasepiona (i zaplakanma, a co), wyszlam do lasu szukac “kotecka”. Tymczasem “rybenka” ukryl sie w schowku jednego z lozek. Nie mruknal nawet jak go wolalismy. Kto wie, moze bysmy go znow gdzies wywiezli
Kiedy pogoda juz sie poprawila moglismy podziwiac piekno okolicy. Ilosc swierzego powietrza i zieleni byla dla mnie oszalamiajaca.


Zycie powinno pachniec wlasnie tak: lasem, kwiatami, grillem czasem. Nasze na razie ma zapach Nowego Jorku, a ten smierdzi jak slusznie stwierdzila mama.
W poblizu powinien byc zawsze domek na drzewie

W pogodniejsze noce widac bylo wszystkie gwiazdy. Ogladalismy je golym okiem i przez lunete. Za dnia zjawialy sie zwierzeta, na ktore polowalam z moim aparatem. Wybralismy sie tez na Monadnock, ale o tej wyprawie innym razem.


Niagara, ach ta Niagara
Do Buffalo dotarlismy wieczorem. Zanim rozpakowalismy samochod, obejrzelismy jakis film, to bylo juz ciemno. Jeszcze stoczylam wspomniana wojne na poduszki i bylismy gotowi do wyjscia. Bylismy okrutnie zmeczeni i zastanawialismy sie czy jest sens wychodzic, zwlaszcza, ze padalo. Na szczescie zdecydowalismy sie, bo widok, ktory zobaczylismy zmusil nasza trojke do popiskiwania z radosci. Wrazenia nie da sie opisac.


Nastepnego dnia po sniadaniu, nie zwazajac na protesty mamy, wybralismy sie na juz wspomniany przelot helikopterem. Pozniej ogladalismy wszystko “pieszo”. Przeszlismy na Goat Island tym oto mostkiem.

A na samej wyspie bylo przepieknie. Z przejecia zapieralo nam dech w piersiach.

Za kazdym podmuchem wiatru lodowata bryza obmywala nas, a raczej moczyla do suchej nitki. Wysychalismy szybko, ale zaraz bylismy mokrzy od nowa.

Od samego patrzenia w dol krecilo nam sie w glowach, szkoda, ze nie odda tego zadne zdjecie.

Zatrzymalismy sie na lody. Zjedlismy je tuz przy wodospadzie, na pieknej polance. Moglabym tam chodzic codziennie. Huk wody tylko uspokaja, swietne miejsce na relaks, przemyslenie, co tylko jest do przemyslenia, albo po prostu slodka drzemke.

Ostatnia atrakcja byl taras widokowy. Jest to taka sporej wielkosci rampa, wysunieta nad sama rzeka.

Z tarasu widac chyba wszystkie wodospady. Moze widok nie jest tak imponujacy jak z helikoptera, czy ze strony kanadyjskiej (na ktora sie nie udalismy- innym razem), ale warto bylo tam wejsc.


Zaraz potem wrocilismy do Nowego Jorku. Nie na dlugo jednak, bo za dwa dni wyruszylismy do New Hampshire, o ktorym kiedy indziej.