Jak tu sie dogadac, no jak
kwiecień 4, 2008, 10:05 przed południem
Kategoria wpisu:
Co w duszy gra,
feelings,
mydlo powidlo | Tagi:
jezyk,
klotnie,
Komunikacja,
ludzie,
slowa,
uczucia,
zwierzeta
Ludzie maja nad zwierzetami te przewage, ze sa potrafia sie komunikowac. I nie chodzi mi9 tylko o komunikacje werbalna, ale tez rozpoznawanie gestow, a interpretacja symboli jest juz rzecza niesamowita. Hej, umiemy tez czytac i pisac, no raj na ziemi normalnie.
Tym bardziej wychodze z siebie, kiedy dochodzi do glupich nieporozumien. Ktos cos powiedzial, ktos zrobil mine i klotnia gotowa. A klocic tez sie umiemy. Wyrzucamy z siebie slowa, straszymy krzykiem, ranimy tymi slowami do zywego, nie robiac fizycznie nawet kroku w strone rozmowcy.
A pozniej przepraszamy i jakos te przeprosiny nie wychodza tak dobrze jak klotnia. Wypowiedziane slowa juz nie dociraja tak celnie, a rana nie goi sie tak latwo.
Moze jednak zwierzeta maja lepiej: pogryza sie, zagryza i po sprawie
Walenty Walentej na Walentynki :)

Kiczowate, plastikowe sercucha. Pluszowe misiaki, czerwien i roz. Czekoladki w kszatalcie sertca, kwiaty, trzymanie dloni, baloniki. Cynicy wykrzywiajacy sie w grymasie zniesmaczenia cala ta otoczka. Takie sa wlasnie walentynki. Ale czy milosc musi byc podniosla? Czy musza grac fanfary? Ja lubie takie cukierkowate walentynki, te smieszna muzyke w radiu, caly ten cyrk. Nie trzba piedestalow. Zycze Wam duzo milosci w walentynki i przez caly rok.
Po grudzie
Jest czas kiedy wszystko idzie jak nalezy. Leciutko, jak przy pomocy czarow wszystko robi sie “samo”. Teraz mam jednak zupelnie odwrotnie. Wszystko idzie jak po grudzie. Nie, nie rozsypuje sie jeszcze, ale nie widac zadnych rezultatow moich staran. A w koncu po to sie cos robi, zeby zobaczyc rezultat, prawda?
A moze to tylko pogoda tak wplywa na moje samopoczucie? W sobote spadl pierwszy snieg i juz tego samego dnia rozpuscil sie za sprawa deszczu. Caly weekend przelezalam zawinieta w kocyk elektryczny, mruczac Szekspirowi do uszka dla odmiany. Costam poczytalam, costam sie nauczylam. Oby nauka nie poszla w las, to i weekend nie bedzie stracony.
Czuje, ze najwyzszy czas na zmiany w moim zyciu. Moze na razie nie grunowne, ale od czegos musze zaczac.
Trzy tuziny
Przyszly wczoraj do mnie. Roze. Trzy tuziny. Zaskoczyly mnie najmilej jak mozna. KTOS mnie kocha.
♥:*♥
Opad wytrzeszczony
Malo pisze ostatnio, bo jakis taki balagan mam w glowie. Probuje sobie wszystko poukladac i jak mi sie wydaje, ze to juz, to zaraz okazuje sie, ze jest jeszcze bardziej zakrecone niz myslalam.
Kogiel mogiel zrobil mi sie chyba w kazdej dziedzinie zycia i tylko w domu mam orobine spokoju, ale tez nie zawsze. Z reszta mala to pociecha, zwazywszy ze w domu zazwyczaj tylko sypiam. A sypiam niewiele, bo czlowiek pogadac z malzonkiem by chcial, a i obowiazki sie znajda jakies, jak glaskanie Szekspira na ten przyklad. A Szekspir skocil sie niemozliwie, juz prawie nie atakuje, za to przytula sie i, o bogini, nawet mruczy. Spalby tylko i jadl. I jeszcze troche spal i troche wiecej jadl
W zwiazku z powyzszym nie chce mi sie pisac, bo cokolwiek bym nie napisala to i tak ma srednie znaczenie. A w ogole to zawiodlam sie na ludziach, rece mi opadly , oczy sie wytrzeszczyly i w takim satanie probuje funkjonowac. Dobranoc.
Lekarze
Nie ide do lekarza po to, zeby byc traktowana jak mieso. Nie jestem obiektem badan, ciekawym przypadkiem, a czlowiekiem.
Chcialabym, zeby lekarze zawsze o tym pamietali. Dla nich wszystko jest takie oczywiste i nie maja za grosz wrazliwosci. To oni sa tam dla mnie, nie ja dla nich. To ja jestem tam wazna, ja- czlowiek, nie ich medyczna paplanina.
Jestem tak wsciekla, ze lepiej niech nikt mi w droge nie wchodzi, bo ugryze.
Czas
Zeszly weekend byl goracy i parny, ale juz w ciagu tygodnia mozna bylo zauwazyc (i odczuc na wlasnej skorze), ze lato odchodzi. Z roku na rok czas mija coraz szybciej. Czy tylko ja mam to wrazenie? W szkole sredniej spedzilam cztery lata. Wydawalo mi sie to cala wiecznoscia. Studiowalam przez piec lat i trwalo dlugo, choc wydaje mi sie, ze jakby krocej niz liceum. W Ameryce jestem juz ponad trzy lata i nadal mam wrazenie jakbym dopiero co przyjechala. Owszem, wiele sie zmienilo przez ten czas, ale nie az tyle. Kiedys trzy lata wydawaly mi sie wiecznoscia, a teraz? Teraz wlasnie konczy sie kolejne lato i pozostawia jakis smutek. Ma sie jeszcze co prawda ocieplic, ale chyba nie na dlugo. Moze jeszcze choc raz w tym roku pojde na plaze. I znow nadejdzie kolejna zima i po niej lato. Jesien i wiosna sa tu jakby mniej widoczne. I tak bedzie mijal ten czas. Jakos mi sie smutno robi.
The River cafe, czyli to dwa lata
Jest na Brooklynie taka restauracja, jedna z tych, gdzie nie akceptuja ludzi “prosto z ulicy”. Miejsce trzeba odpowiednio wczesniej zarezerwowac. W srodku obowiazuje eleganckie ubranie, jesli nie powiedziec wieczorowe. Wieczorem pianista uswietnia gosciom pobyt.
Jedna sciana restauracji jest przeszklona, a przez nia widac Manhattan. Restaucja znajduje sie pomiedzi tarasem widokowym, z ktorego zrobilam moje glowne zdjecie na blogu, a Mostem Brooklynskim.
Nie przesadze ani odrobinke, ze jedzenie tam podane, bylo zdecydowanie najlepszym jakie jadlam kiedykolwiek. Porcje male, ale palce lizac. Zaczynajac od przekaski -tunczyk wedzony, poprzez danie glowne- jagniecina, a na deserze konczac- jagodowe ciacho z lodami, nie moglam sie nadziwic, ze wszystko moze az tak smakowac. Obsluga jest przeuprzejma, wszyscy goscie ubrani jak na przyjecie.
To jest po prostu miejsce, gdzie kreuja sie wpomnienia. Potem mozna w tej sukni i w tym garniturze pojsc na taras widokowy, popodziwiac most, ktory zachwyca zawdze. Popatrzec na Manhattan migoczacy swiatlami. Mozna zapomniec na chwile o calym tym zgielku, o pospiechu w tym wiecznie zabieganym miescie. Tak zrobilismy wlasnie w niedziele. Wspominalismy jak dwa lata temy powiedzielismy sobie: tak, na zawsze.
To moja przekaska

I deser. Dania glownego niestety nie znalazlam.
Przyleciala
Wyczekiwana wreszcie nadleciala. Zaraz po wejsciu na terminal uslyszelismy: LOT Polish Airlines Warsaw- JFK has just landed. Stanelismy przy barierce pelni napiecia. Ja z balonikiem, J. z kwiatami. Przez caly czas J. probowal wprowadzic mnie w stan emocjonalego wzruszenia. Chcial gamon popstrykac zdjecia rozryczanej zonki. Moze wlasnie dlatego, na przekor jemu, trzymalam sie dzielnie. W koncu po prawie godzinie czekania wyszla. Przelazlam przez barierke i pobieglam, nic sobie nie robiac z obcasow. Nie, nie ryczalam, naprawde bylam dzielna
J. pstrykal caly czas zdjecia, ktore zalacze innym razem. Pozniej wreczyl mamusi kwiaty, ja o baloniku zapomnialam z wrazenia
Nie mialam z nia nawet czasu jeszcze porzadnie usiasc i sie nagadac, albo chociaz naprzytulac. Wolne wzielam dopiero od poniedzialku, wiec mamusia wiecej czasu spedza z ukochanym zieciam niz z nie mniej ukochana corcia. Poza tym mamusia sprzata, nie pytajcie mnie dlaczego… Szekspir zaakceptowal mamusie jak swoja. Spal z nia w lozku juz pierwszej nocy.
Mama
W kazdym z nas drzemie dzieciak, ktorego trzeba przytulic, poglaskac. Z ktorym trzeba rozmawiac i sie bawic. Kto zrobi to lepeij od mamy. Nie ma to jak jej rece, jej cieple, czy chlodne slowa, jej smiech i placz. Ja nie widzialam swojej juz bardzo dlugo. Jutro po trzech latach i dziesieciu dniach znow ja zobacze.