
Choinka na Rockefeller Center. Gwiazda na czubku to kryształy Swarovskiego.

Choinka na Rockefeller Center. Gwiazda na czubku to kryształy Swarovskiego.
Kategorie: Co w duszy gra · Fotografia · Galeria · Na wlasne oczy · Prywata · Taka Ameryka · Zdjecia · emigracja
Otagowane: Boze Narodzenie, Christmas, Rockeffeller Center
Czasem pomiędzy mną a studentami wytwarzają się więzi zupełnie wyjątkowe. Zdarzają się wyznania, które niełatwo wypowiedzieć, śmiech do łez i łzy wspomnień, bólu, goryczy. Czasem nawiązuje się pewna… serdeczność. W sumie wielu moich studentów przychodzi tylko pogadać, w końcu głównie o konwersacje chodzi w nauce języka. Jedni zdobywają moją sympatię, inni mój szacunek, inni serce, ale tylko niektórzy wszystko na raz.
Kilka tygodni temu moja studentka- koleżanka zadzwoniła do mnie niespodziewanie z lotniska. Leciała do domu, bo jej tata zmarł nagle. Nie wiedziałam co powiedzieć, sama pamiętam siebie w takim stanie i naprawdę nie istnieją “właściwe słowa”, które można w takiej chwili wypowiedzieć. Nie wiedziałam też jaka jest etykieta zachowania w Korei. Wróciła w tym tygodniu.
Nie wiedziałam i nie wiem, co mam jej powiedzieć. Słucham po prostu. Bo co można odpowiedzieć kobiecie, która straciła obydwoje rodziców i smutek maluje się we wszystkim, co robi. Wiem, że jej żałoba jest jeszcze świeża, że czas ragoi rany, że to minie, taka kolej życia. Takie gadanie jej na pewno nie pomoże, bo prawdą jest też to co ona powtarza: jest teraz sama. Dziecko bez rodziców jest nadal dzieckiem, jest sierotą. Nie jestem terapeutką, jestem nauczycielką; ale jestem też człowiekiem i przyjaciółką.
Kategorie: Studenckie historie · emigracja · feelings
Otagowane: przyjaźń, żałoba
Ano tak właśnie jak w tytule wszystko się pokomplikowało. Sytuacja u mnie w pracy jest nieznośna, a takich intryg to nie powstydziłby się nawet scenarzysta brazylijskich telenoweli. Ktoś komuś powiedział, że ktoś inny coś powiedział, a wina jeszcze kogoś innego. Ja się w tym wszystkim nie znajduję. Próbowałam rozwiązać supły, wyjaśnić sytuacje logicznie, ale logika nie ma zastosowania w nielogicznym świecie. Wcale się nie zdziwię, jak ktoś wyjdzie z siebie i zostanie tylko garnitur, czy dajmy na to sukienka i pończochy. Wszyscy zaczną zgodnie, acz mimowolnie śpiewać (najpewniej po rosyjsku) i wywiozą cały chór do psychiatryka. Mnie tylko aresztują, bo winna jestem na pewno i oczekiwać będę procesu.
Gdybym tylko mogła jako ten Aleksander Macedoński zamachnąć się mieczem i ciach. Ech, rozmarzyłam się.
Kategorie: Co w duszy gra · Taka Ameryka · emigracja
Otagowane: Praca, szkoła, węzeł gordyjski
Myć się trzeba, bo jak się człowiek nie myje to będzie brudny i śmierdzący. I dzieci w szkole bedą się śmiac, odsuwać i palcami wytykac. Wstydem się człowiek pokryje i nikt się z brudasem przyjaźnic nie będzie.
Zatrudnił się u nas jeden człowiek, któremu nikt tego najwyraźniej w dzieciństwie nie wytłumaczył. Nikt go nie nauczył higieny osobistej i teraz już chyba za późno. Chłopak jest młody, bo na początku swoich lat dwudziestych. Ponoć ma jakąś wiedzę, ponoć jest zabawany. Coż z tego, skoro cuchnie? Śmierdzi jak niedomyty, obesrany żul. Już lepiej pachnie w publicznych ubikacjach, niż w promieniu 2 metrow od niego.
Problem jest palący, bo ludzie narzekają, ale nikt nie bardzo wie jak to mu powiedzieć. Uzgodnilismy, że jeden z naszych kolegów przemówi do niego na osobności i wytłumaczy problem. Rozmawiał juz z nim dwa razy. Jego wytłumaczeniem bylo, że akurat byl na siłowni. A już!!! Żadem pot nie śmierdzi jak gówno!
Wczoraj łaził za mną, szukając kogoś do pogadania. Doprowadzil mnie do truchtu w stronę ubikacji. Próbuję go unikać, bo nie wiem, jak mu powiedzieć, że śmierdzi. Jak to ująć, żeby nie urazic jego uczuć. Z drugiej strony jak tak dalej będzie, to pewnie go zwolnią, bo studenci zaczeli sie już skarzyć.
Kategorie: Taka Ameryka · emigracja
Otagowane: Praca, szkoła
Uwielbiam zdjęcia. Moje własne, ludzi, których znam, ich dzieci (nie w nadmiarze), ich zwierząt, ich przyjaciół, miejsc w których byli etc. W salonie mam 18 (słownie: osiemnaście) zdjęć: na ścianie, meblach drzwiach. Wiszą w ramkach, stoją, albo przyklejone są taśmą klejącą. W kuchni mam zegar(nie chodzi) ze zdjęciem ślubnym. W sypialni mniej, ale też trochę.
Mało mi było i zamówiłam kalendarz ze zdjęciami. Dobrałam zdjęcia do ważnych dat i do pór roku. Każdy miesiąc opatrzyłam cytatem- śmiesznym, głupim, poważnym, mądrym, romantycznym- co mi akurat pasowało. Poświęciłam na to kilka godzin. Kalendarz zaczyna się od grudnia 2008, czyli od wczoraj. Dostałam go dzisiaj- prawie idealnie. Co z tego jak kalendarz był lekko zagięty. Nie był zniszczony, o nie, ale jak ktoś sie przypatrzył to zobaczyłby, że coś tam jest nie tak.
Wkurzyłam się. Zadzwoniłam do biura obsługi, które teraz, w okresie przedświątecznym, pracuje do późna. Odczekałam swoją godzinę (!) w kolejce, ale jak już się rozgadałam to im wygarnęłam, że nie spodziewałam się takiej kolejki po HP, że spędziłam długie godziny nad kalendarzem, że zamiast się teraz nim cieszyć to się wkurzam, że nawet jak mi wyślą nowy to i tak przyjdzie w połowie grudnia, a ja przecież chciałam od początku etc. Pani była trochę mało rozgarnięta, bo jak jej zapytałam co może mi zaoferować to powiedziała, że się zastanawia. W końcu jednak zwróciła mi moje pieniądze, nie każąc zwracać kalendarza. Zadowoliło mnie to w zupełności, ale ona zaoferowała mi jeszcze kredyt na kolejny kalendarz.
Tak oto dba sie o klientkę w tym dziwnym kraju. Mają jak w banku, że nie zrezygnuję z ich usług.
Kategorie: Fotografia · Taka Ameryka · emigracja
Otagowane: Ameryka, kalendarz, Obsługa Klienta, snapfish
Ten długi weekend dobiega końca. Nie był to za wesoły czas, biorąc pod uwagę wydarzenia w Indiach. Wiele już na ten temat napisano, wiec ja sobie daruję. Niech stąpają, chociaż nie wierzę, że to był ich czas.
Jesień pomału odchodzi ustępując miejsca zimie, a ja nie mogę uwierzyć, że już za chwilę kolejny rok dobiegnie końca. Czas leci zbyt szybko, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Jutro już grudzień. Zbliża się kolejne Boże Narodzenie z dala od Polski. To już będzie piąte.
Kategorie: Co w duszy gra · Taka Ameryka · emigracja · feelings · mydlo powidlo
Większość moich studentów to ostatnio kobiety. Jakoś tak się złożyło teraz, że najczęściej są to Azjatki. Daje mi to niepowtarzalną szansę zdobycia wiedzy z pierwszej ręki o krajach i zwyczajach w nich panujących, o których pewnie nie miałabym pojęcia mieszkając w innym miejscu, lub wykonując inny zawód. Przyznam się, że mam wielki problem z zapamiętywaniem imion moich Koreanek ( i Chinek czasem), ale one sie na szczęście nie obrażają i czasem używają zamerykanizowanych imion zastępczych.
Azjaci najczęściej nie potrzebują pomocy w gramatyce. Wszelkie umiejętności testowe mają wyćwiczone znakomicie. Gorzej z umiejętnościami bardziej praktycznymi, na przykład słuchanie. Zazwyczaj moi studenci przydzielani są do klas na podstawie testu, który Azjaci też zazwyczaj zdają spiewająco. Później dopiero robi się z górki. Przychodzą zatem do mnie po zajęciach, żeby poćwiczyc sluchanie i konwersacje.
Podczas takich konwersacji dowiaduję się całe mnówstwo ciekawych rzeczy. Mam ostatnio koleżanki: Koreankę i Chinkę. Przychdzą zawsze we dwie papużki nierozłączki. Zawsze zdołają mnie rozśmieszyć, rozluźnić. Dziś pożaliła mi się jedna z nich, Koreanka (pokrojcie mnie a nie pamiętam jej imienia!), że nauka w Korei to zupełnie co innego niż nauka w Nowym Jorku. W Korei jest o wiele łatwiej. Ma człowiek zapamiętać to co trzeba, a później to odtworzyć. Nikt nie każe się zastanawiać nad niczym. Nad czym tu się zastanawiać: wszystko podane jest w postaci prawdy objawionej, którą przyjmuje sie po prostu do wiadomości.
Niestety w Ameryce nie ma tak łatwo, nie dość, że trzeba znać fakty to jeszcze trzeba myśleć (sic!). Człowiek musi miec włąsne zdanie na dany temat i musi odpowiadać na konktretne pytania wydając opinię o konkretnych przypadkach. Dziweczyna studiuje coś medyczno- pokrewnego i ma przedmioty związane z etyką lekarska. A jak wiadomo, nic nie jst czarno- białe. Czasem trudno stwierdzić bez wahania co jest właściwym postępowaniem, jak należałoby zachować się w danym przypadku.
W Korei dostałaby właściwą odpowiedź od nauczyciela, zapamiętałaby ją i nie musiałaby myśleć (sic! sic!) dlaczego , po co i jakie będą skutki. Tutaj musi sama rozważyć za i przeciw i dojść do jakichś wniosków, nawet jeśli będą to wnioski niejednoznaczne, stwierdzające, że na sucho decyzji podjąć się nie da. W dodatku rozważyć to trzeba po angielsku i na piśmie, a to już jest przeszkoda trudną do przezwyciężenia.
Nic to jednak dla niektórych studentów. Znam takie studentki, które siedzą całymi dniami nad książkami, po to tylko, żeby zrozumieć jeden rozdział. Dyscyplina jest kolejną cechą większości moich azjatyckich studentek.
Kategorie: Na wlasne oczy · Studenckie historie · Taka Ameryka · emigracja · mydlo powidlo
Otagowane: Praca, studentka, szkoła
Kategorie: Fotografia · Galeria · Na wlasne oczy · Taka Ameryka · Zdjecia · emigracja · feelings · mydlo powidlo
Otagowane: Brooklyn Botanic Garden, jesień, Park, Photos, spacer
Kategorie: Komentarze · Na wlasne oczy · News · Polityka · Taka Ameryka · emigracja
Otagowane: Obama, prezydent, wybory
Kategorie: Co w duszy gra · Szekspir · Taka Ameryka · emigracja · feelings