Miliony rzeczy do opisania, tylko zapału jakoś brak. Zaniedbuję to miejsce ostatnio, wiem, przyznaję się do winy i okazuję skruchę. Może to wina tej rozpalonej płyty, ktora utrudnia oddychanie i zniechęca do świata. Może poprawię się kiedy minie ta fala upałów. A może nie…
Myślę ostatnio bardzo intensywnie o tym co dalej. Czytam jakieś książki, przygotowuję się do testów, które jeszcze nie wiem czy wezmę, do szkół, któe być może są powyżej moich możliwości i finansowych i intelektualnych. Czasem wydaje mi się, że to takie przecież proste, a później myślę, że nigdy nie dam rady.
Sęk w tym, że ja nie wiem tak naprawdę czego od życia chcę, co chcę robić. Zawsze mówilam, że po maturze jest się za młodą, żeby decydować o kierunku studiów, czyli de facto o wyborze kariery. Po dziesięciu latach, ja nadal czuję, że nie wiem.
Jak już kiedyś wspominałam, do polskich książek mam ograniczony dostęp, chociaż próbuje odrabiać zaległości. Teraz czytam sobie J. Pilcha i chociaż jego światopogląd rożni się generalnie od mojego, to smakuję sobie jego słownictwo, kunsztownie ułożone zdania. Mogłabym tu cytować i cytować, chociaż jestem w środku dopiero trzeciej książki. Ja po prostu chyba lubie soczyste brzmienie słów, zdań, całych paragrafów. Jakże to inne od tej biednej Masłowskiej.
Tymczasem polećcie mi, doradźcie, co polskiego jeszcze moge czytać. No to jak, czytacze moi?
Wczoraj w metrze przeczytałam kilka felietonów Masłowskiej z Przekroju. Cos czytac muszę, jak nie to, to cokolwiek innego. Potrafię na ten przykład niektóre wasze wpisy sobie wydrukować i czytac w drodze powrotnej. Później sie niektórzy dziwia, ze wchodzę, czytam, ale za diabła nie skomentuję. Komentuje, ależ owszem, niestety tylko we własnej głowie. Nie mam za bardzo czasu przelac tego pózniej w słowa.
Ale wróćmy do Masłowskiej. Nie udało mi się jeszcze przeczytać jej książek, chociaż Pawia zaczynalam kilkukrotnie i leży jak taki wyrzut sumienia, przypomnienie porażki. Stwierdzić zatem czy Masłowska wielką pisarką jest nie mogę, bo kilka felietonów to chyba za mało. Jednak z tego, co udało mi się do tej pory przeczytać wynurza się niezwykle ponury i pesymistyczny oraz świata. Taka smutna, dołujaca sieczka, ale co ja tam wiem. Masłowka jest teraz ponoć na topie. Trzeba ją czytać, a jak jej ktoś nie lubi, to sie nie zna i basta.
Z reszta ja sie chyba na niczym nie znam. Weźmy taki STOMP. Długi już czas bije rekordy popularnosci, ludziska się wrecz zachwycają. Przyjaciółka powiedziała mi, że naprawdę warto zobaczyć. To zobaczyłam. I wysłuchałam. I chyba się nie znam. STOMP popularny jest na skalę światową, a ja marudzę. Że teatr mały, że za: za długo, za głośno i w ogóle i w szczególe. I jeszcze stwierdzam, ze Bahok bardziej mi sie podobał. I w ogóle NY City Center to jest dopiero pierwszej klasy teatr. Herezja jakaś. STOMP jest bardziej popularny, a za popularność, my, widzowie płacimy. Płacimy cztery razy wiecej niż za Akram Khana i Chiński Balet Narodowy.
Z resztą sami oceńcie co wam sie bardziej podoba: Oto Bahok:
W Polsce mieszkałam na wybrzeżach miasta. Dzieki temu mogłam wciaż na nowo odkrywać okoliczne łaki. A i do lasu nie mialam daleko. Bardzo mi tego tutaj brakuje. Beton jednak nie jest normalnym przeznaczeniem człowieka. Co innego zielona trawka.
Na łakach zawsze rosnie mnóstwo kwiatkow, a z nich powstają najpiekniesze bukiety. Tuziny róz nie maja nawet porowania z pęczkiem rumianków czy habrów. Rósł tam zawsze jeden kwiatek, który mnie i moją koleżankę bardzo rozśmieszał. Nie wiem czy teraz byśmy na to wpadły, ale wtedy nazwałyśmy go dupą bąka. Nie potrzegba było mnóstwa wyobraźni, żeby zobaczyć dlaczego to nam się nasunęło. Kwatek słuzył nam głównie do wrózenia: kocha, lubi, szanuje…
Wyglądał podobnie do tego, który sfotgrafowałam w Nowym Jorku, z tym, że płatki miał w róznych odcieniach żółtego.
Jest wiele rzeczy, ktore lubie w Nowym Jorku. Moge smialo powiedziec, ze lubie New York. Nie zamierzam tu jednak zostac na zawsze. Co to, to nie. Kiedy juz sie stad wyprowadze na pewno bede tesknic.
Za jedna rzecza z pewnoscia tesknic nie bede. A mianowicie, za codziennymi dojazdami do pracy w metrze. Tego wprost nie znosze. Mam na tyle szczescia, ze udaje mi sie zawsze usiasc. Nie ma sie jednak z czego cieszyc, bo w wiekszosci przypadkow ktos zawsze siada obok mnie , a praktycznie na mnie. Niektorzy ludzie jedza, siorpia, dlubia w nosie, uszach i czym sie da, obcinaja paznokcie, a przede wszystkim sluchaja muzyki niemozliwie glosno. Siedzi czlowiek i probujeczytac, a tu go ktos kopnie, a to szturchnie, a to okicha, a to nadepnie, a to zagluszy.
Najgorszy jest jednak smrod. Nosek, jak to niektorzy zauwazyli, mam wrazliwy. Wachlarz nie pomaga, niektorzy zwyczajnie smierdza. Wtedy czlowiek modli sie tylko, zeby jak najszybciej dojechac. Do tego na metrze nie mozna polegac. Dzis zmuszona bylam przesiadac sie dwa razy. Dotarlam na piejsce godzine spozniona. Zdecydowanie nie bede za tym tesknic.
PS. Na parapecie w kuchni zakwitl mi kaktus. Wiosna??
Szekspir uwielbia ciemne, male miejsca. Kazdy z moich dotychczasowych kotow nie lubil byc noszony w torbie ale ten sam tam wlazi i najlepiej spalby tam. Nawet najmniejsze kartonowe pudelka, dajmy na to po platkach sa przez niego chetnie okupowane. Chowa sie w nich czekajac na okazje by wyskoczyc i nas wystraszyc.
Do niedawna Szekspir nie lubil sie przytulac. Zmienilo sie to kiedy mama przyjechala zeszlego lata. Mama jest kociara od urodzenioa, z reszta psiara tez. Nie wiem jak to zrobila, ale nauczyla Szekspira bawic sie z nia, atakowal ja bardzo namietnie. Nauczyla tez go mruczec. Tak, tak czlowiek nauczyla mruczec kota. Spal jej z reszta w nogach i wskakiwal jej na kolana bez przerwy. Teraz robi to nam
To wszystko przypomnialo mi sie kiedy nad ranem polozyl sie na mnie i zaczal szalenczo mruczec
Ludzie maja nad zwierzetami te przewage, ze sa potrafia sie komunikowac. I nie chodzi mi9 tylko o komunikacje werbalna, ale tez rozpoznawanie gestow, a interpretacja symboli jest juz rzecza niesamowita. Hej, umiemy tez czytac i pisac, no raj na ziemi normalnie.
Tym bardziej wychodze z siebie, kiedy dochodzi do glupich nieporozumien. Ktos cos powiedzial, ktos zrobil mine i klotnia gotowa. A klocic tez sie umiemy. Wyrzucamy z siebie slowa, straszymy krzykiem, ranimy tymi slowami do zywego, nie robiac fizycznie nawet kroku w strone rozmowcy.
A pozniej przepraszamy i jakos te przeprosiny nie wychodza tak dobrze jak klotnia. Wypowiedziane slowa juz nie dociraja tak celnie, a rana nie goi sie tak latwo.
Moze jednak zwierzeta maja lepiej: pogryza sie, zagryza i po sprawie
Dawno minely czasy, kiedy Igrzyska Olimpijskie byly rozgrywka wylacznie sportowa. Od dawna i mam tu na mysli dawien dawna olimpiada jest tez wydarzeniem politycznym. Sport i polityka ida w parze czy komus sie to podoba czy nie. Wielkie wydarzenia sportowe sa sposobem promocji panstwa, w ktorym sie odbywaja.
W 1936 roku w Berlinie odbyly sie pamietne i chyba do tej pory najbardziej upolitycznione Letnie Igrzyska Olimpijskie. Wszyscy znamy okolicznosci w jakich sie odbyla. Wystarczy przypomniec, ze juz cztery lata wczesniej hitlerowskie pismo oglosilo, ze Murzyni nie maja miejsca na olimpiadzie, rozsadni ludzie powinni znac ich miejsce i tego typu rasistowskie brednie. *
Mimo zaniepokojenia brakiem olimpijskiego ducha na hitlerowskiej olimpiadzie jedynie niewielki odsetek sportowcow wykazal sie nonkonformizmem i zrezygnowal z olimpiady. Inni, ze wzgelu na pochodzenie nie zostali do niej zwyczajnie dopuszczeni.
Wielkimi krokami nadchodzi olimpiada w Chinach, gdzie nagminnie lamane sa prawa czlowieka. Krew tybetanskich mnichow leje sie srumieniem, a to tylko czubek gory lodowej. Na razie glowy panstw wykazuja zaniepokojenie. Moze wyslane zostana jakies specjalnie bardzo wazne komisje, zeby potwierdzily, ze wszystko jest ok i bez wyrzutow sumienia mozna wyslac naszych sportowcow do Chin. Benedykt XVI wiedzial co robi odmawiajac spotkania z Dalaj Lama. Nie od dzis wiadomo, ze papieze sa najbardziej zatwardzialymi konformistami i trzymaja z silniejszymi, Hitler tez mial blogoslawienstwo glowy KK.
* Sola w oku Hitlera i zwolennikow jego pogladow musiala byc prawdziwa gwiazda berlinskiej olimpiady- Jesse Owens. O ironio, Jesse byl czarnoskorym atleta, ktory zdobyl cztery zlote medale. Jednak i ten policzek byl dla Hitlera jak najbardziej wytlumaczalny, ech.
Jakis czas temu Stany Zjednoczone obieglo zdjecie B. Obamy w turbanie i tradycyjnym stroju z Kenii. Ponoc w tym momencie rozpoczely sie spekulacje na temat wyznania Obamy. Ja sama bylam przekonana wczseniej, ze jest on muzulmaninem, ale nie zaprzatalam sobie tym glowy, bo to akurat ma najmniejsze znaczenie.
Od tego czasu ponoc plotka o jego religii bardzo sie rozprzestrzenila. Rozprzestrzenila sie na tyle, ze Obama uznal za konieczne te plotke sprostowac. Na konferencji prasowej Obama powiedzial, ze jest chrzescijaninem i nalezy do tego samego kosciola od 20 lat. Obama dodal, ze modli sie do Jezusa kazdego dnia.
Nie zdziwilo mnie sprostowanie Obamy. Nie to mnie wkurza. Wkurza mnie, ze tak intymna sprawa kazdego czlowieka jak religia odgrywa tak wielkie znaczenie przy ubieganiu sie o jakikolwiek fotel. Niewazne, czy kandydat postepuje w zgodzie z zasadmi swojej religii, niewazne, czy na przyklad zdradza zone (patrz McCain i wielu innych). Wazne, zeby modlil sie do Jezusa, a nie na ten przyklad Allaha, czy zlotego bozka.
Wkurza mnie, ze fakt, iz Obama zalozyl muzulmanski stroj mogl mu tal strasznie zaszkodzic. Wkurza mnie, ze musial sie tlumaczyc. Jesli chce wygrac musi grac w zgodzie z zasadami. A te zasady nie sa fair. I tak mam nadzieje, ze Clinton bedzie prezydentka. Zastanawiam sie jednak, czy cala ta religijna kontrowersja pomogla jej wygrac wczoraj z Obama w Texasie i Ohio. mam nadzieje, ze nie to bylo powodem, ale tego pewnie nigdy nie bede pewna.
Reduce, reuse, recycle zwane rowniez “trzema R” to podstawowe zasady obywatela tej planety, ktorego obchodzi jej los.
Reduce- chodzi jak latwo sie domyslic o redukcje. Co redukowac, ano przede wszystkim zuzycie wszystkiego po kolei. Po pierwsze ekolodzy zalecaja kupowanie tylko i wylacznie tego co jest nam naprawde potrzebne. Wydaje sie to dobra rada, zwlaszcza, ze to nie tylko ekologiczne ale rowniez przyjazne dla naszych portfeli. Po drugie nalezaloby zredukowac ilosc wytwarzanych smieci. Popatrzcie na rzeczy, ktore kupujecie. Jeden chleb zapakowany w dwie reklamowki to naprawde zbyt duza marnotrawnosc, a tak zazwyczaj pakuja moje zakupy na przyklad w Shoprite. Dziwia sie przy tym niezmiernie, kiedy mowie :dziekuje, reklamowki nie potrzebuje. Po trzecie i nie ostatnie nie wyrzucajmy rzeczy, ktorych nie chcemy. Mozna je przeciez odsprzedac lub oddac. To co dla Ciebie jest gratem dla mnie moze byc skarbem i na odwrot.
Reuse- czyli obrot wtorny. Uzywaj maksymalna ilosc rzeczy, ktore mozna uzyc ponownie. Staraj sie nie kupowac i nie uzywac przedmiotow jednorazowego uzytku jak kubki, noze, serwetki, ale jesli juz nie ma innej mozliwosci przynajmniej zadbaj by te rzeczy byly papierowe nie plastikowe. Kup torbe z materialu na zakupy. Jesli w sklepie dostaniesz reklamowke nie wyrzucaj jej, zabierz ja zakupy nastepnym razem. Papier zadrukowany z jednej srony nadaje sie na brudnopis.
Recycle. Przede wszystkim segreguj smieci. Sprzedawaj puszki i butelki albo dawaj je komus, kto to robi. W mojej okolicy jest jedna starsza pani, ktora regularnie sprawdza kosze. Nie mowi chyba po angielsku, ale zawsze grzecznie podziekuje za worek takich skarbow. Oddzielaj papier od innych smieci. Oddawaj albo sprzedawaj makulature. Przede wszystkim jednak przed zakupem jakiegos produktu sprawdz w jakim stopniu mozna go zutylizowac po uzyciu. Wiadomo powszechnie, ze plastik nie podlega utylizacji w tym samym stopniu co szklo czy aluminium.
Jasne, ze liznelam tylko czubka gory lodowej, ale zrobilam porzadki i tknelo mnie sumienie, jak zobaczylamile ja sama produkuje smieci. A wierzcie mi, staram sie, zeby bylo ich jak najmniej.