Marzenkowo


Naomi Wolf, czyli Matką Być

Piekny wiosenny wieczor w Nowym Jorku. Pisarka i konsultantka polityczna Naomi Wolf spotyka sie z czytelnikami i innymi zaiteresowanymi jej nietuzinkową osobą w auli Pace University.

Wczorajszy jakże piękny wiosenny wieczór spedziłam na prelekcji Naomi Wolf. Nie jestem jej zagorzała wielbicielką, wręcz uważam, ze jest odrobinę zbyrt szalona jak na mój gust, ale Carol mnie zabrała, wiec poszłam. Wolf jest pisarką i konsultantką polityczną. Pisze też wiersze i jest aktywnie zaangażowana w ruch feministyczny. Tematyką spotkania był upadek Ameryki. A raczej upadek demokracji w USA. Słuchałam z zaciekwieniem z niektórymi tezami sie nie zgadzajac, przy innych potakujac głową.

Co mnie najbardziej zdziwiło? Naomi Wolf jest kobietą sukcesu. Jej ksiażki cieszą się wielką popularnością, jej wykłady uczeszczane są tłumnie. Ona sama natomiast kilkukrotnie podczas tych ponad dwóch godzin podkerślała, że jest matką. Tak jakby chciała za wszelką cene pokazać wszystkim, że jest normalna. Patrzcie na mnie spełniłam swą rolę jako kobieta, urodziłam dwojkę dzieci, kocham ich nad życie, a cała reszta to dodatek. Ok, wyolbrzymiam. Nie było aż tak, ale po co takie teksty: Ja to rozumiem, bo jestem matka i bla bla bla. A mowa wcale nie była o dzieciach, wcale nie o macierzyństwie. Poza tym, na litość, matki też są rożne i nie wszystkie tak samo spostrzegają rzeczywistość.



Spóźnione Powitanie
maj 28, 2008, 12:11 pm
Kategoria wpisu: Dziecko, Fotografia, Na wlasne oczy, Taka Ameryka, Zdjecia, emigracja | Tagi: , , , ,

Shayaan urodzil sie dwa tygodnie temu. Troche późno, ale witam. Zdjecie zrobione kilka godzin po urodzeniu.



A co ja tam wiem

Wczoraj w metrze przeczytałam kilka felietonów Masłowskiej z Przekroju. Cos czytac muszę, jak nie to, to cokolwiek innego. Potrafię na ten przykład niektóre wasze wpisy sobie wydrukować i czytac w drodze powrotnej. Później sie niektórzy dziwia, ze wchodzę, czytam, ale za diabła nie skomentuję. Komentuje, ależ owszem, niestety tylko we własnej głowie. Nie mam za bardzo czasu przelac tego pózniej w słowa.

Ale wróćmy do Masłowskiej. Nie udało mi się jeszcze przeczytać jej książek, chociaż Pawia zaczynalam kilkukrotnie i leży jak taki wyrzut sumienia, przypomnienie  porażki. Stwierdzić zatem czy Masłowska wielką pisarką jest nie mogę, bo kilka felietonów to chyba za mało. Jednak z tego, co udało mi się do tej pory przeczytać wynurza się niezwykle ponury i pesymistyczny oraz świata. Taka smutna, dołujaca sieczka, ale co ja tam wiem. Masłowka jest teraz ponoć na topie. Trzeba ją czytać, a jak jej ktoś nie lubi, to sie nie zna i basta.

Z reszta ja sie chyba na niczym nie znam. Weźmy taki STOMP. Długi już czas bije rekordy popularnosci, ludziska się wrecz zachwycają. Przyjaciółka powiedziała mi, że naprawdę warto zobaczyć. To zobaczyłam. I wysłuchałam. I chyba się nie znam. STOMP popularny jest na skalę światową, a ja marudzę. Że teatr mały, że za: za długo, za głośno i  w ogóle i w szczególe. I jeszcze stwierdzam, ze Bahok bardziej mi sie podobał. I w ogóle NY City Center to jest dopiero pierwszej klasy teatr. Herezja jakaś. STOMP jest bardziej popularny, a za popularność, my, widzowie płacimy. Płacimy cztery razy wiecej niż za Akram Khana i Chiński Balet Narodowy.

Z resztą sami oceńcie co wam sie bardziej podoba: Oto Bahok:

A oto STOMP

 



Kocha, lubi, szanuje

blog.jpg Dupa baka picture by evita_duarte

W Polsce mieszkałam na wybrzeżach miasta. Dzieki temu mogłam wciaż na nowo odkrywać okoliczne łaki. A i do lasu nie mialam daleko. Bardzo mi tego tutaj brakuje. Beton jednak nie jest normalnym przeznaczeniem człowieka. Co innego zielona trawka.

Na łakach zawsze rosnie mnóstwo kwiatkow, a z nich powstają najpiekniesze bukiety. Tuziny róz nie maja nawet porowania z pęczkiem rumianków czy habrów. Rósł tam zawsze jeden kwiatek, który mnie i moją koleżankę bardzo rozśmieszał. Nie wiem czy teraz byśmy na to wpadły, ale wtedy nazwałyśmy go dupą bąka. Nie potrzegba było mnóstwa wyobraźni, żeby zobaczyć dlaczego to nam się nasunęło. Kwatek słuzył nam głównie do wrózenia: kocha, lubi, szanuje…

Wyglądał podobnie do tego, który sfotgrafowałam w Nowym Jorku, z tym, że płatki miał w róznych odcieniach żółtego.