grudzień 23, 2007
Z JFK z przygodami
Postawiono nas na “stand by”, co generalnie oznacza, ze jesli ktos spoznilby sie na samolot mielismy czekac na wyczytanie naszych nazwisk. Biegalismy od bramki do bramki, od jednego lotu, do innego. Odsylano nas wszedzie z kwitkiem, bo wyobrazcie sobie, ze niezbyt wiele osob spoznia sie na samoloty. Wylecielismy z Nowego Jorku dopiero po siedmiu godzinach od planowanego lotu. Caly ten czas nie moglisy nawet odpoczac, bo musielismy trzymac reke na pulsie i sprawdzac czy przypadkiem teraz na drugim koncu JFK nas nie wezwa. Nie spozniajcie sie nigdy na samolot, naprawde
Dolecielismy wreszcie szczesliwie do Ft. lauderdale i na razie jest super, chyba oprocz tego, ze za wszystko chca tutaj pobierac dodatkowe pieniadze. J. oczywiscie doplacil za wynajecie nowiutkiegosuperfantastycznegoautka. A niech mu bedzie, skoro mu to przyjemnosc sparwia. Jutro i tak ja prowadze, zobaczymy czy bylo warto doplacac
2 komentarzy »
Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack








mam nadzieję,że powrót będziesz miała mniej intensywny:)
Comment - autor: surfinia — grudzień 26, 2007 @ 6:43 pm
no to ladny prezent na swieta sobie zrobiliscie! ;O) pozdrawiam poswiatecznie!
Comment - autor: evek — grudzień 26, 2007 @ 8:48 pm