Marzenkowo


Trzy tuziny
listopad 29, 2007, 4:12 pm
Kategoria wpisu: Co w duszy gra, Prywata, feelings | Tagi: , ,

  Przyszly wczoraj do mnie. Roze. Trzy tuziny. Zaskoczyly mnie najmilej jak mozna. KTOS mnie kocha.

♥:*♥



Thankful
listopad 22, 2007, 9:37 pm
Kategoria wpisu: Co w duszy gra, Taka Ameryka, emigracja | Tagi: , , ,

Swieta Dzekczynienia nie obchodze. Nie jest to moje swieto, a powody do jego obchodzenia nie za bardzo mnie przekonuja. Jednak tradycja dziekowania podoba mi sie bardzo.

Zawsze jest komu i za co podziekowac. Trzeba tylko docenic to, co sie ma. Ja dziekuje za moja rodzine, za meza, za szekspira, za odwiedziny mamy. Dziekuje, ze nie zawsze jest pod gorke. Jestem teraz chora ale dziekuje, ze goraczka nie taka znow wysoka i moge pisac. A za co Wy dziekujecie?



Sen Fatemy o kosciele i co to niby ma znaczyc
listopad 20, 2007, 12:43 pm
Kategoria wpisu: Dziecko, Taka Ameryka, emigracja, mydlo powidlo | Tagi: , , , , ,

Fatema jest muzulmanka i do kosciola nie chodzi, chyba, ze czasem ze mna dla podtrzymania mi towarzystwa, choc i ja w kosciele bywam raz od wielkiego dzwonu. Pamietam kiedys zabrala z nami swojego syna. Chciala mu pokazac i wytlumaczyc mniej wiecej na czym to polega i z czym to sie je. Niech sie dziecko uczy, ze inni ludzie tez na swiecie zyja. Ona sama byla wiec w kosciele zaledwie kilka razy w cigu swojego trzydziestokulkuletniego zywota.

Wczoraj Fatema, przyszla mama trzeciego dziecka, wysnila mnie i siebie w kosciele. Klocilysmy sie ostro o jakies kwestie feministyczne, bo Fatema jest konserwatyska i wierzy, ze z samego faktu bycia kobieta wynika, ze ma mniej praw. Nie jest to znow tak do konca, bo czasem to, co ona mowi nie pokrywa sie z tym jak uklada sobie zycie. Przechodzilysmy zatem od oltarza do oltarza, zawziecie sie klocac. Ja przystawalam przy nich modlac sie do swojego Boga, ona do swojego :) Najwazniejsza postacia w jej snie byla Matka Boska. Ponoc widziala ja caly czas.

Fatema jest bardzo przesadna. Wierzy, ze jej sen ma jakies glebokie znaczenie. Ja po pierwsze za bardzo w sny prorocze nie wierze, a po drugie nie znam sie na nich. Ale to chyba dobrze, ze ciezarna widzi w snie Matke Boska, prawda? Nawet jest rzeczona ciezarna nie wierzy, ze to Matka Boga.



Opad wytrzeszczony
listopad 16, 2007, 11:10 pm
Kategoria wpisu: Co w duszy gra, Przeczytane, Szekspir, Taka Ameryka, emigracja, feelings, mydlo powidlo

Malo pisze ostatnio, bo jakis taki balagan mam w glowie. Probuje sobie wszystko poukladac i jak mi sie wydaje, ze to juz, to zaraz okazuje sie, ze jest jeszcze bardziej zakrecone niz myslalam.

Kogiel mogiel zrobil mi sie chyba w kazdej dziedzinie zycia i tylko w domu mam orobine spokoju, ale tez nie zawsze. Z reszta mala to pociecha, zwazywszy ze w domu zazwyczaj tylko sypiam. A sypiam niewiele, bo czlowiek pogadac z malzonkiem by chcial, a i obowiazki sie znajda jakies, jak glaskanie Szekspira na ten przyklad. A Szekspir skocil sie niemozliwie, juz prawie nie atakuje, za to przytula sie i, o bogini, nawet mruczy. Spalby tylko i jadl. I jeszcze troche spal i troche wiecej jadl :)

W zwiazku z powyzszym nie chce mi sie pisac, bo cokolwiek bym nie napisala to i tak ma srednie znaczenie. A w ogole to zawiodlam sie na ludziach, rece mi opadly , oczy sie wytrzeszczyly i w takim satanie probuje funkjonowac. Dobranoc.



Hola amigos
listopad 8, 2007, 4:28 pm
Kategoria wpisu: Co w duszy gra, Taka Ameryka, emigracja | Tagi: , ,

 Probuje sie uczyc hiszpanskiego. Nadal. Kupilam ksiazke, inna dostalam od mojego studenta. Pisze cwiczenia, zapamietuje slowka. Nie moge sie jednak zdobyc na mowienie. Mam to co wielu moich studentow, z tym, ze oni maja problem z angielskim. Jak mam cos powiedziec to robi mi sie supel na jezyku i nie chce puscic. Boje sie cholernie, ze zrobie z siebie glupia. Nie trafia do mnie to, do czego przekonuje moich studentow. Zawsze im powtarzam, ze lepiej mowic duzo i popelniac bledy niz nie mowic wcale. W koncu to na bledach mamy sie uczyc, nikt nie jset doskonaly. Nie pamietam, zebym kiedykolwiek miala takie opory z angielskim. Przeciez kiedys tez dukalam slowko po slowku. Musze cos z tym zrobic, tak nie moze byc!



All Saints- Swieto Zmarlych

 Swieto Zmarlych zawsze mniej wiecej wygladalo u mnie w domu tak samo. Rano wyruszalo sie cala rodzina na cmentarze- jeden i dugi. Odwiedzalo groby blizszych i dalszych, powinowatych i znajomych. Na poczatku byly to dla mnie kawalki kamienia jak kazde inne i nalbardziej czekalam na obwarzanki i balony, ktore zawsze mozna bylo kupic przy cmentarzu. Z biegiem czasu jednak grobow przybywalo,  zdarzalo sie nawet, ze pamietalam osoby, ktore byly tam pochowane. Pozniej bylo juz tylko gorzej- znalam coraz wiecej osob, ktore odwiedzalam w ten dzien.

1 listopada byl zawsze dniem kiedy pierwszy raz zakladalam zimowe buty i palto. Po powrocie z cmentarza wracalimy do pustego, odswietnie wysprzatanego domu , jedlismy obiad i ogladalismy smetne programy w telewizji. Nigdy nie lubilam Swieta Zmarlych. Wolalam chodzic na cmentarz, kiedy nie bylo tam tlumow. Bez pospiechu przejsc znajomymi alejkami, ktore po jakims czasie bylam w stanie odtworzyc z pamieci. Zmieniac kwiaty w wazonie, zapalac swieczki. Trzymalam moja mame pod reke, siostra z drugiej strony i tak to trawalo latami.

Odkad jestem tutaj, nie bylam nawet raz na cmentarzu. Czuje sie winna, bo wiem, ze to moj obowiazek i czuje tez taka potrzebe. Ale tutaj wszystko jest inne, nie tylko Swieto Zmarlych. Niektore zmiany sa dobre inne nie, ot zycie.