Marzenkowo


i pocalunki kolejne
czerwiec 21, 2007, 3:31 pm
Kategoria wpisu: Co w duszy gra, Opowiadanie, feelings

  O tamtej pory zadna rozmowa z nim nie byla juz zwyczajna rozmowa, a rozmawiali duzo. Przychodzili do pracowni wczesniej niz wszyscy, wychodzili pozniej. Byli najbardziej pracowitymi osobami na calym kolku. Przychodzili nawet w dni, kiedy nie bylo zajec. Rysowali, malowali, planowali. Obydwoje starali sie nie schodzic na tematy osobiste, zwlaszcza, ze sami nie wiedzieli jak nazwac to co dzialo sie miedzy nimi. Poza tym nadal zyli w zludzeniu, ze nikt nic nie widzi, ze sa ostrozni i uda im sie TO COS ukryc. Ona dopatrywala sie ukrytego znaczenia w kazdym slowie i gescie. Kiedy wital sie nie usmiechajac, jej serce zamieralo. Kiedy mniej z nia rozmawial czarne scenariusze powstawaly w jej wyobrazni.

  Codziennie rozmawiali tez telefonicznie. Wtedy wyznawali sobie nawzajem przywiazanie. On nazywal ja kochanie, moja pani, ukochana.

  Ona wiedziala, ze to nie powinno sie dziac. Wiele razy rozmyslala i postanawiala, ze to koniec. Kiedy jednak go zobaczyla, za kazdym razem miekla. Zaczeli sie tez regularnie spotykac. Calowali sie w kinie, calowali sie na ulicy, nawet przez telefon posylali sobie pocalunki.  Kiedy zamykala oczy widziala jego usmiech. Brakowalo jej go przez te wszystkie dlugie, wlokace sie dni, kiedy sie nie widzieli. Zaczela o nim snic. Mimo, ze wiedziala, iz nie sa dla siebie nie mogla sobie wyobrazic, ze jednak moglby zniknac z jej rzeczywistosci.


Brak komentarzy jak dotychczas
Dodaj komentarz



Dodaj komentarz
Znak podział wiersza i akapitu wstawiany jest automatycznie, twój adres e-mail nie będzie opublikowany, stosowanie HTML jest dozwolone: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>